Zbiór opowiadań „Książki moja miłość”, recenzja

„Książki moja miłość” to efekt pracy wielu rąk i wielu klawiatur oraz niezmierzonych pokładów uczucia zawartego w tytule. Efekt – jak zawsze, w takich przypadkach, bardzo nierówny, ale szczerze mówiąc – nie o to tu chodzi. To zbiór opowiadań różnych – tak jak różne książki znaleźć można na swojej półce. A przecież one cieszą…

Opowiadania zebrane w „Książki moja miłość” różnią się między sobą długością, jakością, a nawet tematyką. To ostatnie nie powinno zaskakiwać, ale przyznam, że poczułem się jednak zaskoczony nie zawsze oczywistym związkiem tematu z książką i miłością do niej. W każdej jednak czytanie gra jakąś istotną rolę.

Pozostaje więc jeszcze do rozpatrzenia kwestia „długości” i „jakości”. Ku mojemu zaskoczeniu najbardziej podobało mi się – jedno z najkrótszych w tym zbiorze – opowiadanie Piotra Olszówki. Ma ono raptem dwie strony, co mogłoby zainspirować kilka pytań, ale po zakończeniu lektury wcale nie są one potrzebne. Autor nie rozpływał się w niepotrzebnym budowaniu postaci, nastroju czy didaskaliów, a mimo to udało mu się stworzyć coś, co jednocześnie można uznać za zamkniętą całość, jak i wstęp do kolejnej trylogii.

Polecam również opowiadanie Agaty Wiśniewskiej – „Przygoda z ludźmi”. Na początku może Wam się wydać, że nie ma w nim niczego specjalnego, a jednak… nie oceniajcie, zanim nie skończycie.

Podobnie jest z „Fatalnym Manuskryptem” Aleksandra Sowy. W tym przypadku mamy do czynienia z obserwacją procesu tworzenia książki. Muszę przyznać, że kilkukrotnie właśnie taki zabieg powodował u mnie niechęć do dalszego czytania. Zwłaszcza, gdy autor zdawał się szydzić z czytelnika opowiadając, jak to wykorzystuje kolejne maszynopisy z dna szuflady, by sfinansować wyposażenie biura, czy mieszkania. W tym jednak wypadku autor nie opisuje swoich doświadczeń, a sam proces pisania nie jest beztroską grafomanią, lecz chwilami wydaje się walką nie tyle o „być, albo nie być”, co „żyć, albo nie żyć”. A zaskoczenie na koniec… cóż – u mnie było – nawet jeśli całe opowiadanie brzmiało jak przewidywalna bajka.

 „Książki moja miłość” to zbiór opowiadań różnych autorów i nie każdy tekst musi przypaść Wam do gustu – tak jak nie każda książka przykuje Waszą uwagę na całe niedzielne popołudnie. Ale też nikt tego od Was nie będzie wymagał. Ten tom to świetny przykład, że w książce można się zakochać i dobrze na tym wyjść.

Nie wszystkie opowiadania muszą Wam się spodobać, ale prawie na pewno każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie – kto wie… być może wśród nieczytającej rzeszy giaurów znajdą się i tacy, którzy na nowo zaufają i uwierzą w treści zawarte w okładkach.

Kamil Świątkowski

Przykominku.com

„Książki moja miłość”, pod red. Agaty Wiśniewskiej, Wydawnictwo Radwan, 2011, s. 142.

 

Jeden komentarz

  • http://www.facebook.com/wisniewska.agata Agata Wiśniewska

    Ładna recenzja :-)