Wiktor Suworow, „Ostatnia defilada”, recenzja

W „Ostatniej defiladzie” Wiktor Suworow po raz kolejny rozprawia się z radziecką propagandą, przypominając niewygodne fakty, które każą zweryfikować powielane przez Kreml wersje o wybuchu, przebiegu i zakończeniu II wojny światowej.

  

 

Zawodowi historycy mogą mieć zastrzeżenia do tego, w jaki sposób pisze Wiktor Suworow, były agent GRU, który pod koniec lat 70. uciekł do Wielkiej Brytanii, za co w ZSRR został zaocznie skazany na karę śmierci. Jego książki to publicystyka, w której autor komentuje fakty historyczne. Ale czytelnikom, zwłaszcza polskim, ten sposób pisania wykorzystujący emocje może odpowiadać. Tym bardziej że Suworow jako jeden z niewielu rosyjskich autorów piszących o II wojnie światowej nie patrzy na historię wyłącznie z perspektywy Kremla, a w wielu sprawach jednoznacznie opowiada się po stronie Polski.

 

Tak właśnie jest w „Ostatniej defiladzie”, czwartej części historycznego cyklu (nakładem Rebisu ukazały się „Lodołamacz”, „Dzień M” i „Ostatnia republika”). Sporą część książki zajmują kwestie związane bezpośrednio z Polską, np. sprawa tzw. korytarzy, których domagał się Stalin jeszcze przed wojną, aby przez nasz kraj poprowadzić do zachodnich granic Armię Czerwoną, w celu – jak przekonywał – walki z Niemcami. Suworow dobitnie udowadnia, jak nierealny był to pomysł, który służył jedynie sowieckiej propagandzie, a przy okazji przypomina, że Stalin nawet nie pytał Polski o zgodę, rozmawiał na ten temat tylko z Francją i Wielką Brytanią. 

 

Polski czytelnik niewątpliwie może czuć wdzięczność do Suworowa. Gdyby jeszcze jego książki były w Rosji dostępne tak jak w Polsce… GK

Brak komentarzy