Tiziano Terzani, „W Azji”, recenzja

Po 11 latach od włoskiej premiery doczekaliśmy się polskiego tłumaczenia jednej z najgłośniejszych i najważniejszych reporterskich książek XX wieku. Nakładem wydawnictwa W.A.B. już 22 lipca ukazuje się zbiór reportaży Tiziano Terzaniego „W Azji”.

 

 

„W Azji” to książka wyjątkowa, można powiedzieć – wręcz unikatowa. Czytelnik staje się świadkiem kluczowych momentów najnowszej historii Azji – m. in. wkroczenia wojsk Vietkongu do Sajgonu w 1975 roku, masakry na placu Tiananmen, wejścia Czerwonych Khmerów do Phnom Penh, upadku reżimu Marcosa na Filipinach, wybuchu powstania Tamilskich Tygrysów w Sri Lance. Ponad 70 reportaży, z których składa się książka to kronika historii najnowszej, efekt trwającej ćwierć wieku reporterskiej wędrówki Tiziano Terzaniego po Azji.

 

Włoski dziennikarz był wszędzie tam, gdzie działy się rzeczy ważne, był nie tylko obserwatorem, ale i uczestnikiem wielu wydarzeń, które zaciążyły na historii świata. Jednocześnie jako wnikliwy obserwator, znawca i miłośnik Azji, obok wielkiej historii pokazywał i starał się przybliżyć czytelnikowi specyfikę tego największego kontynentu na Ziemi. Obyczajowość czy podejście do rzeczywistości ludzi Wschodu, które znajdziemy w jego reportażach,  momentami szokują nie mniej niż opisy krwawych przewrotów. Tak jest w przypadku serii tzw. „reportaży japońskich”, pokazujących zaskakujące, często bardzo intymne strony życia mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni.

 

Dzięki chronologicznemu układowi tekstów „W Azji” to także ciekawe studium dojrzewania autora – jako reportera, intelektualisty i jako człowieka. Pierwsze teksty pisał początkujący 27-letni reporter, ostatnie – 59-letni, doświadczony i uznany reportażysta, człowiek dojrzały. Zbiór jest więc także podsumowaniem dorobku jednego z najwybitniejszych dziennikarzy, ale i życiowych doświadczeń niezwykłego człowieka. Te ostatnie zresztą same w sobie stanowią doskonały materiał na frapującą powieść biograficzną.

 

Tiziano Terzani, prawnik z wykształcenia, reporter z powołania jako młody, niespełna 30-letni człowiek porzucił pracę we włoskiej firmie Olivetti i postanowił poświęcić się podróżom i dziennikarstwu. Tej pasji podporządkował całe swoje życie. Przez 25 lat – od 1972 do 1997 roku – pracował jako korespondent dla niemieckiego magazynu „Der Spiegel” w Azji. Pisał z Singapuru, Hongkongu, Pekinu, Tokio, Bangkoku i Delhi. W styczniu 1980 osiedlił się z rodziną w Pekinie, był jednym z pierwszych zachodnich dziennikarzy akredytowanych za rządów Deng Xiaopinga. Przybrał chińskie imię – Deng Tiannuo, posłał swoje dzieci do chińskiej szkoły. Za swoje bezkompromisowe i krytyczne artykuły został w 1984 roku aresztowany, poddany reedukacji, a następnie wraz z rodziną wydalony z Chin.

 

W latach dziewięćdziesiątych obserwował upadek Związku Radzieckiego, podróżował także po Birmie, Tajlandii, Laosie, Kambodży, Wietnamie, Mongolii, Japonii, Indonezji, Singapurze i Malezji. Efektem tych podróży jest książka „Powiedział mi wróżbita”. Zawsze bezkompromisowy i wierny ideałom humanizmu nie zrezygnował ze swojej wielkiej pasji podróżowania i opisywania świata, nawet gdy w 1997 roku dowiedział się, że jest śmiertelnie chory. Po 11 września 2001 podróżował po Afganistanie, Pakistanie i Indiach.  Jego reportaże z tej wędrówki zostały zebrane w jednym tomie „Lettere contro la guerra” – antywojennym manifeście, ostro krytykującym m. in. współczesną politykę wielkich mocarstw. W Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii odmówiono wydania tej książki.

 

„Współczesny człowiek coraz mniej myśli o tym świecie. Nie ma na to czasu, a często i okazji. Życie, szczególnie w miastach, nie pozwala nam już myśleć globalnie, ponieważ wciąż uganiamy się za jakimiś szczegółami, drobiazgami, przez co gubimy sens całości. Zorientowałem się w końcu, że dotyczy to też mojego zawodu. Miałem opowiadać o wojnach, ale nie zastanawiać się, dlaczego – przy całym postępie, którym człowiek się chlubi – wciąż stanowią tak ważną część jego egzystencji. Dlaczego w miarę rozwoju cywilizacyjnego i gospodarczego kraje coraz więcej inwestują w badanie nowych, doskonalszych i bardziej śmiercionośnych broni?” – napisał Terzani w wydanej również w Polsce książce „Nic nie zdarza się przypadkiem”. Zmarł 28 lipca 2004 w swojej ukochanej miejscowości Orsigna u podnóża Apeninów.

 

„Tylko kilku dziennikarzy stało się legendą za życia, a jeszcze mniej spośród nich na to zasługuje. Tiziano Terzani z pewnością zasłużył” – napisał po jego śmierci „The Times”.

 

Dariusz Materek

Patronem medialnym polskiego wydania „W Azji” jest salonkulturalny.pl

Brak komentarzy