The Killers, „Day & Age” (recenzja)

Z dwóch amerykańskich zespołów The Killers i Guns N’ Roses brytyjscy słuchacze wolą ten pierwszy. Na liście UK Charts płyta The Killers „Day & Age” zajmuje pierwsze miejsce, wyprzedzając album Guns N’ Roses „Chinese Democracy”. I jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego tak jest.

  

 

Sympatia The Killers i Brytyjczyków jest obopólna. Założony przez wokalistę i klawiszowca Brandona Flowersa zespół z Las Vegas zaczynał karierę właśnie w Wielkiej Brytanii, gdzie w 2004 r. wydał debiutancką płytę. Zaś nazwa The Killers została zapożyczona z utworu znanej brytyjskiej formacji New Order. Nieprzypadkowo, bo The Killers swoim elektroniczo-gitarowym rockiem nawiązują do muzyki tworzonej przez New Order oraz kultowego zespołu Joy Division, z którego New Order się wywodzi.

 

Najnowszy album Zabójców to kontynuacja rytmicznego i melodyjnego brzmienia. Wprawdzie pierwsze wrażenie po wysłuchaniu takich utworów, jak „Spaceman” czy „Joy Ride” jest nienajlepsze – skojarzenie, za przeproszeniem, z Modern Talking jakoś samo przychodzi do głowy – to przy dalszym słuchaniu album nabiera smaku, jako całość okazuje się dziełem niemal doskonałym w swojej klasie i nawet syntezatorowy perkusista nie przeszkadza. Bardzo przyjemna muzyka dla ucha, płyty słucha się bez zniecierpliwienia od początku do końca. A Brytyjczyków ujęły pewnie bezpretensjonalność i autentyzm albumu.    

 

 

I pomyśleć, że jeszcze niedawno The Killers byli supportem przed polskim koncertem U2.

GK

Brak komentarzy