Szczepan Lemańczyk, „Iran”, recenzja
To oczywiste, że przewodnik Szczepana Lemańczyka „Iran” adresowany jest do turystów, którzy planują wyjazd do Republiki Islamskiej. Ale również do osób, które do Iranu nie wybierają się w najbliższym czasie. A tych jest przecież znacznie więcej.
Cała wiedza statystycznego Polaka o współczesnym Iranie sprowadza się do tego, że jest to kraj rządzony przez ajatollahów i lepiej tam nie jechać. Szczepan Lemańczyk, absolwent iranistyki, a przy tym podróżnik, w swojej książce wiele stereotypów obala. Nie taki diabeł straszny. Warto przy okazji podkreślić, że jego „Iran” (seria „Przewodniki obieżyświata” wyd. Sorus) jest pierwszym w Polsce przewodnikiem po tym państwie.
Oprócz podstawowych informacji o Iranie (np. że jest to kraj muzułmański, ale nie arabski, a jego mieszkańcy posługują się językiem perskim, nie arabskim) Lemańczyk podaje dużo praktycznych informacji, prowadząc czytelnika-turystę niemal za rękę. Pisze, jak się ubierać, jak się zachowywać na ulicy, gdzie i co jeść, z jakich środków lokomocji korzystać. Radzi np. żeby na granicy nie chwalić się, że było się w Izraelu, bo nie zostaniemy do Iranu wpuszczeni, lecz zarazem wielokrotnie podkreśla, że w Iranie jest bezpieczniej niż np. w Polsce czy Europie Zachodniej. Opisuje ze szczegółami kilka wariantów tras prowadzących do Iranu. I robi to tak zachęcająco, że tylko wsiąść do autobusu w Przemyślu i przez Ukrainę, Rumunię i Turcję dojechać do Teheranu, zwłaszcza że – jak przekonuje autor – nie trzeba posiadać fortuny, by odbyć taką podróż .
Naturalnie, znajdziemy też w przewodniku Lemańczyka informacje o miejscach i zabytkach wartych zobaczenia. Jest ich mnóstwo, co nie dziwi w kraju, którego historia liczy ponad dwa i pół tysiąca lat. Tylko trochę żal, że fotografie są czarno-białe.
Podróże kształcą, ale „Iran” Szczepana Lemańczyka potwierdza, że przewodniki turystyczne także.
Grzegorz Kozera


