Siedemnastowieczne Chiny w powieści erotycznej
„Dziesięć tysięcy uciech cesarza” José Frèchesa to powieść erotyczna, której akcja rozgrywa się w siedemnastowiecznym Pekinie. Wydawnictwo W.A.B. zapowiada premierę książki na 26 stycznia 2011. W Salonie już teraz publikujemy fragment.
Pekin, XVII wiek. Cesarzowi Chenghui zostaje skradziony „birmański dzwoneczek”. Ale nie to jest zabawka dla dzieci. Ten tajemniczy obiekt pożądania pozwala zaspokajać niecodzienne kaprysy, dostarczać wyrafinowaną rozkosz i jej doświadczać, urzeczywistniać najintymniejsze fantazje.
Rozwścieczony Syn Niebios każe wszcząć śledztwo. W Zakazanym Purpurowym Mieście rozpoczynają się gorączkowe poszukiwania. Tymczasem grzechotka przechodzi z rąk do rąk (i nie tylko rąk). Znów ktoś zatracił się w ekstazie. Znów ktoś kogoś zauroczył. Znów ktoś oddał się figlarnym uciechom.
Pełna wdzięku powieść Frèchesa łączy obraz dawnych Chin z licznymi ciekawostkami dotyczącymi cesarskiego dworu i skrzącą humorem narracją. Akcja toczy się tu wartko niczym w powieści sensacyjnej, choć sprawa dotyczy przecież niepozornej zabawki…
José Frèches (ur. 1950) – studiował historię sztuki w Aix-en-Provence. Jest również absolwentem Wyższej Szkoły Administracji. Przez kilka lat pracował jako kurator w muzeach w Guimet, w Grenoble oraz w Luwrze. Pełnił funkcję doradcy do spraw mediów w rządzie Jacques’a Chiraca, był też jednym z dyrektorów telewizji Canal+. Autor kilkunastu powieści, m.in. dwóch trylogii Jedwabna cesarzowa i Talizman z Nefrytu, oraz beletryzowanej biografii Gandhiego. Jego książki, tłumaczone na wiele języków, sprzedały się w ponadpółtoramilionowym nakładzie.
________________________________________
„Dziesięć tysięcy uciech cesarza” – fragment
Dążenie do doskonałej harmonii, pogodzenie tego, kim w głębi duszy jesteśmy, z tym, kim w istocie chcielibyśmy być, możliwe jest tylko wtedy, gdy wzgardzimy utartymi opiniami i zawierzymy własnym, wewnętrznym instynktom. Nazywamy to „odnalezieniem swojej wewnętrznej muzyki”.
Nieznany chiński filozof z epoki Walczących Królestw
Wstęp
Nie ma większej rozkoszy nad trwanie w oczekiwaniu przyjemności, której smaku już zaznaliśmy.
Praktykując ze swym partnerem fuzję jin i jang, ci, którzy mieli okazję dokładnie zapoznać się z Trzydziestoma Pozycjami cesarza Jangdi, owym demonicznym brewiarzem rozpusty, znają już każdy najmniejszy kamyczek ścieżki, którą podążają, i odczuwają słodką euforię podróżnika rozkoszującego się zawczasu wybornym aromatem zielonej herbaty, która zostanie mu podana w gospodzie, u kresu długiej wędrówki…
Lecz Trzydzieści Pozycji, o których mowa, znanych jest jedynie wtajemniczonym, niewielu więc ludzi podejrzewa, że istnieje tysiąc sposobów na to, by kochając się z kobietą, dostarczyć jej przyjemności i zaznać jej samemu. Większość par zadowala się tak zwaną pozycją na misjonarza, tak mało skuteczną, że Jangdi nawet jej nie wymienia…
***
Któryż mężczyzna, z braku odpowiedniego przeszkolenia, nie uciekał się do tak pokrętnych figur, że powodowały one efekt przeciwny do zamierzonego, lub też nie korzystał z pomocy różnych środków stymulujących, a wszystko po to, by umiejętnie kochać się z kobietą?
Bowiem obsesja podobania się i brylowania popycha nas czasami do obierania dróg na skróty.
Mianling jest jedną z nich.
Dla informacji tych czytelników, którzy tego nie wiedzą, Mianling lub Birmański Dzwoneczek, czy też Dzwoneczek Lubieżnego Ptaka z Birmy, zwany także Dzwoneczkiem subtelnego Wysiłku, to maleńka srebrna grzechotka w kształcie stożka, wypełniona rzekomo cennym nasieniem Lubieżnego Ptaka z Birmy, gatunku, którego samiec, jak głosi legenda, zdolny jest rozpalić kobietę samym tylko uderzeniem skrzydeł.
Wystarczy, że szczęśliwy posiadacz Dzwoneczka subtelnego Wysiłku wprowadzi go do Lazurowej Jaskini swojej partnerki, a jego Nefrytowa Łodyga wywoła Wielkie Trzęsienie Góry, ów cudowny dreszcz, którego niewiele kobiet – po tysiąckroć współczuję pozostałym! – doświadcza, gdy znajdują się w objęciach mężczyzny.
Bez trudu pojmiemy więc przyczynę, dla której swego czasu w Chinach Dzwoneczki te były warte prawdziwą fortunę…
Przytoczona poniżej opowieść, w której jeden z tych drobiazgów o magicznych właściwościach stanowi węzeł intrygi, została spisana przez dostojnego ministra ostatniego cesarza dynastii Ming, podpisującego swoje książki pseudonimem Kamień Węgielny.
Powieść ta, będąca prawdopodobnie najlepszym ze wszystkich dzieł tego wyjątkowego pisarza i prekursora feminizmu, znaleziona została przez autora niniejszych słów, wówczas młodego konserwatora muzealnego we Francji, w skrzyni z zapomnianymi książkami w piwnicy muzeum Guimet, jednego z najpiękniejszych i posiadającego najbardziej kompletne zbiory sztuki azjatyckiej.
W doskonale zachowanym jedwabnym etui ów nieznany dotąd manuskrypt czekał posłusznie na swojego czytelnika.
Ostatni właściciel książki, niejaki Frèrejean de La Bâtisse, wybitny znawca Chin, który kraj ten przemierzył wzdłuż i wszerz jako fotoreporter na przełomie XIX i XX wieku, wsunął do wnętrza futerału pewną karteczkę.
Napisano na niej:
„Birmański Dzwoneczek, erotyczny manuskrypt Kamienia Węgielnego, niepublikowany do tej pory, zakupiony u księgarza w Szanghaju w 1904 roku”.
To było zbyt piękne, by mogło być prawdziwe.
Ogarnięty podnieceniem szperacza, któremu dane zostało odkryć wyjątkowo rzadki obiekt, jeszcze tego samego wieczoru zagłębiłem się w kartotece w pięknej rotundzie biblioteki w muzeum Guimet, w celu zebrania informacji na temat słynnego Kamienia Węgielnego.
Szczęście uśmiechnęło się do mnie. W 1954 roku wydano poświęconą jemu pracę doktorską, autorstwa pewnego japońskiego sinologa. Na szczęście dla mnie – nie znałem bowiem japońskiego – amerykański przekład tego dzieła ukazał się drukiem w 1962 roku nakładem wydawnictwa Uniwersytetu Harvarda.
Z bijącym sercem przebiegłem wzrokiem bibliografię Kamienia Węgielnego zebraną przez mojego Japończyka i nie bez pewnego zachwytu stwierdziłem, że Birmański Dzwoneczek w niej nie figuruje, co oznaczałoby, że Frèrejean de La Bâtisse istotnie położył rękę na tekście, który nigdy wcześniej nie był publikowany.
Twórczość literacka Kamienia Węgielnego okazała się wielce różnorodna – wręcz zbijająca z tropu – składały się bowiem na nią podnoszące na duchu historie, będące w pełni owocem wyobraźni autora lub też jedynie częściowo prawdziwe, teksty skrupulatnie oddające rzeczywistość historyczną, ale też śmiałe opowiastki i powieści, które – gdyby tożsamość autora wyszła na jaw – mogły kosztować go utratę stanowiska.
Nie znamy dokładnych motywacji owego szacownego polityka, ministra Rytuału i Sprawiedliwości, jedynego w swoim rodzaju, o ile mi wiadomo, który wystawił się na niebezpieczeństwo, łamiąc kodeks moralny, o którego przestrzeganie miał przecież dbać.
Każdy ma swój tajemniczy ogród.
Ogród Kamienia Węgielnego wypełniały owoce bujnej wyobraźni jego zadziwiającego właściciela.
Gdy tylko rozpocząłem lekturę Birmańskiego Dzwoneczka, zatopiłem się w tym tekście zdającym cudownie relację z panującej w Chinach pod koniec XVII wieku lekkości obyczajów, choć była to epoka, w której nad moralnością ogółu pieczę sprawował wyjątkowo surowy konfucjanizm.
Jeśli się nie mylę, trzeba poczekać na Sade’a, czyli aż do kolejnego wieku, by w literaturze francuskiej pojawiło się równie śmiałe dzieło, powstałe jednak w kontekście moralnym o wiele mniej sztywnym niż ówczesne społeczeństwo chińskie.
Sade’a i Kamień Węgielny mimo wszystko coś łączy: wokół nich świat sypał się w gruzy. Dynastia Ming przeżywała swoje ostatnie chwile, a Francja znajdowała się na progu rewolucji.
Niezdolni do utrzymania jedności w narodzie Mingowie ustanowili groteskowy dyktatorski reżim godny króla Ubu, lokując chłopów na ziemiach, które do nich nie należały. Rezultat: nawracające okresy głodu zmuszały miliony biedaków do włóczenia się i wstępowania w szeregi powstających armii zbuntowanych wobec władzy centralnej.
Jak zwykle w okresach kryzysu, Chiny padły ofiarą demonów przeszłości, kraj rozpadał się na kawałki, władza dynastii słabła, a Dygnitarze Wojskowi podnosili głowy i dokonywali secesji.
Tak więc pewnego pięknego dnia lud uznał, że Boski Mandat został uchylony Cesarzowi, i nastąpiło to, co nieuniknione w takich wypadkach: w ciągu zaledwie kilku miesięcy mongolscy najeźdźcy, przepędziwszy ostatniego cesarza Ming, założyli dynastię Qing.
Przekład: Marta Olszewska


