Sade, „Soldier of Love”, recenzja

Dziesięć lat fani Sade Adu czekali na jej nowy album zatytułowany „Soldier of Love”. Artystka nie zawiodła swoich wielbicieli, przynajmniej u nas, w Polsce. Płyta w kilka dni po premierze uzyskała status platynowej, co oznacza, że kupiło ją ponad 20 tysięcy Polaków.

Ten sukces łatwo wytłumaczyć. Fani brytyjsko-nigeryjskiej wokalistki, nie tylko w Polsce, otrzymali na „Soldier of Love” to, co najbardziej lubią u Sade: ciepły i subtelny głos, spokojną i melancholijną muzykę, w której jak zwykle można odnaleźć soul, rythm&bluesa i odrobinę jazzu. Żadnych muzycznych rewolucji ani eksperymentów, Sade śpiewa swoje.

W instrumentarium na pierwszym planie są klawisze i saksofon, gitara i bass, dopiero potem inne instrumenty, w tym skrzypce, wiolonczela, trąbki, a nawet ukulele.

Na nowej płycie nie znajdziemy przeboju na miarę „No Ordinary Love” czy „Smooth Operator”, ale przecież takie utwory, jak otwierający płytę „The Moon And The Sky”, „Morning Bird” albo „Long Hard Road” przypominają Sade z najlepszych lat.

Dodajmy, że Sade jest współkompozytorką i autorką tekstów wszystkich dziesięciu piosenek, występuje też w roli jednego z producentów. Zespół Sade tworzą Stuart Matthewman (g, sax), Andrew Hale (keys) i Paul S. Denman (bass)

Adam Topola

Jeden komentarz

  • Aneta

    Dla mnie Sade jest wyjątkowa i to nie tylko dlatego ,że łączą mnie z jej piosenkami niesamowite wspomnienia ,ale”u niej” wszytsko jest bardzo stylowe i z klasą.A może dlatego ,że swoim ciepłym głosem opowiada o tęsknocie, miłości i smutku.
    Przyzwyczaiła nas do stylowych dźwięków,łagodności,nastrojowości i magii dlatego też niczym nie zaskoczyła w nowej płycie jak co niektórzy oczekiwali.Chociaż mnie zaczarowała płytą „Your Love Is King”.
    Najnowsza płyta „nie nadaje”się do samochodu:)Bardziej polecałabym ją na długie jesienne wieczory.Mnie Sade znowu uwiodła ale nie zaskoczyła.