Przemysław Słowiński, „Będziemy już tylko dla siebie”, recenzja
Ona była światowej sławy piosenkarką, on bokserskim mistrzem świata w wadze średniej. O ich burzliwym i namiętnym związku pisze Przemysław Słowiński w książce „Będziemy już tylko dla siebie. Dzieje miłości Edith Piaf i Marcela Cerdana” (Videograf II). To lektura w sam raz na wakacje.
Słowiński wyspecjalizował się w biografiach gwiazd popkultury (aktorka Jane Fonda, aktor-karateka Bruce Lee, iluzjonista Harry Houdini, bard Włodzimierz Wysocki) i sportu (bokserzy Muhammed Ali i Stanley Kiecal, piłkarz Włodzimierz Lubański). W „Będziemy tylko dla siebie” mógł za jednym razem napisać o gwiazdach z obu kręgów: francuskiej piosenkarce Edith Piaf i urodzonym w Casablance bokserze Marcelu Cerdanie.
Oboje byli ikonami swoich czasów, a ich romans interesował miliony ludzi na całym świecie. Poznali się w 1946 roku i byli ze sobą szczęśliwi, mimo że Piaf nigdy nie stroniła od kochanków, zaś Cerdan miał w Maroku żonę i dzieci. Nie było im jednak dane być razem dłużej; w październiku 1949 Cerdan zginął w wypadku lotniczym, co Piaf bardzo ciężko odchorowała.
Miłość Edith i Marcela przeszła do legendy, a jak zauważa Przemysław Słowiński, „legendy są ludziom potrzebne do życia tak samo jak powietrze czy woda. Świat bez legend byłby pusty, szary, bezsensowny i nudny jak flaki z olejem”. Tę opartą na licznych źródłach opowieść czyta się lekko i bez znużenia, bo Słowiński potrafi zainteresować czytelnika. Polecamy.
GK
-
Maciej


