Powieściowa biografia Jana Pawła II
W przededniu beatyfikacji Jana Pawła II Znak opublikował powieść biograficzną Pawła Zuchniewicza „Papież z Polski. Nasz święty”. U nas możecie przeczytać fragment książki.
W atrakcyjnej narracyjnej formule czytelnik odnajdzie historię niezwykłego pontyfikatu, który odmienił losy świata i wielu konkretnych ludzi. Oprócz Papieża jej bohaterami są osoby, do których dotarł autor powieści.
Kiedy na placu Świętego Piotra rozległo się pamiętne Habemus papam, a na balkonie bazyliki pojawił się kardynał Karol Wojtyła, nikt z wiwatujących nawet nie przypuszczał, co przyniesie rozpoczynający się pontyfikat.
Książka odkrywa życie Jana Pawła II, jakiego nie znamy z relacji w mediach, zabiera nas w miejsca, do których nie trafiły żadne kamery. Pozwala poznać najgłębsze myśli Papieża, dając wrażenie osobistego uczestnictwa w opisywanych wydarzeniach.
———————–
Paweł Zuchniewicz autor bestsellerowych książek o Janie Pawle II, m.in. „Cudów Jana Pawła II”, „Młodych lat Papieża. Lolek”, „Wujek Karol. Kapłańskie lata papieża”. Jako dziennikarz brał udział w wielu wydarzeniach z udziałem Jana Pawła II, m. in. w Światowych Dniach Młodzieży, Światowych Dniach Rodzin, pielgrzymkach Jana Pawła II do Polski. Jego książki zostały przetłumaczone na wiele języków.
(na podstawie informacji wydawnictwa Znak)
Fragment książki:
17 PAŹDZIERNIKA 1998, WATYKAN
Podszedł do okna i spojrzał na plac. Jego miejsce pracy. Wczoraj spotkał się tu z rodakami, jutro odprawi mszę dla rzymian z okazji dwudziestolecia pontyfikatu. Ile ten plac budził wspomnień! Wieczór 16 października 1978 i pierwsze spotkanie z wiernymi. Niedziela 22 października: inauguracja pontyfikatu i słowa: „Nie lękajcie się!”. 13 maja… Na Papieża ugodzonego kulą Alego Agcy patrzył święty Paweł wyobrażony na posągu stojącym o kilkanaście metrów dalej. Ten sam święty Paweł mówił do niego teraz:
Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz.
Homilia, którą przygotował na jutro, nawiązywała do słów, które apostoł napisał do swojego bliskiego współpracownika Tymoteusza. Tych kilka linijek brzmiało jak zaproszenie do rachunku sumienia dla każdego biskupa, a szczególnie dla biskupa Rzymu.
Czy przestrzegałeś tego wszystkiego?
Czy byłeś nauczycielem wiary Kościoła – pilnym i uważnym?
Czy starałeś się przybliżyć współczesnym tobie ludziom wielką naukę II Soboru Watykańskiego?
Czy starałeś się odpowiedzieć na oczekiwania wierzących w Kościele i na głód prawdy, który odczuwa świat poza Kościołem?
Każde z tych pytań budziło w nim wdzięczność i żal. Bóg nie opuścił go w żadnym momencie – ani wtedy, gdy mówił „przyjmuję”, ani w chwili zamachu, ani później. Czy on nie opuścił Jego?
Były rzeczy, które przychodziły mu z łatwością, były i takie, za którymi nie przepadał. Spotkania z ludźmi, zwłaszcza spotkania z młodzieżą, wizyty duszpasterskie w parafiach rzymskich, w diecezjach włoskich, wreszcie pielgrzymki po świecie – to wszystko było jego pasją. Znacznie trudniej przychodziło mu sprawowanie władzy. Rządzenie nigdy nie było jego mocną stroną, ani w Krakowie, ani tutaj. Nie lubił kontrolować, wolał zaufać. To jednak miało swoją cenę. Jako Najwyższy Pasterz ponosił odpowiedzialność za każdą z nominacji biskupich. Najlepiej byłoby, gdyby mógł poznać osobiście każdego kandydata, to jednak nie było możliwe. Opierał się na wskazówkach Sekretariatu Stanu i Kongregacji do spraw Biskupów. Przedstawiano mu trzy kandydatury przygotowywane przez nuncjusza danego kraju. Z nich wybierał jednego. Zdarzało się, że już po fakcie dowiadywał się, iż dana osoba nie spełniała kryteriów, które jego zdaniem powinien spełniać pasterz diecezji.
Zdarzało się, owszem, że zbytnio zawierzał współpracownikom. „Jeśli mnie okłamali, już przegrali – powiedział kiedyś – bo to nie ja kieruję Kościołem, ale Jezus Chrystus”. Nieraz jego krewki charakter dawał o sobie znać kąśliwym żartem, jak wówczas gdy otrzymał nagranie z operą Straszny dwór Stanisława Moniuszki. „Gdybyście znali mój straszny dwór…” – rzucił, budząc rozbawienie słuchaczy.
Z zewnątrz rzeczy wydawały się proste. Papież jest zwierzchnikiem Kościoła, papież wybiera, papież mianuje. Trzeba jednak być w środku, aby zrozumieć, że wcale nie jest łatwo znaleźć odpowiednią osobę. Dlatego w każdą środę ze skserowanym kartkami z „Annuario Pontificio” klękał w kaplicy, polecając Bogu imiennie wszystkich swoich współpracowników.
Czy modlił się wystarczająco? Czy modlił się jak Mojżesz, bohater czytania, które jutro także zabrzmi na placu Świętego Piotra? Bliska mu była scena bitwy Izraelitów z Amalekitami, w czasie której patriarcha modlił się z rękami wyciągniętymi do nieba. Za każdym razem kiedy Mojżesz wznosił ręce, Izraelici mieli przewagę, lecz gdy ze zmęczenia musiał je opuścić – przegrywali. Posadzono go wtedy na kamieniu, a Aaron i Hur podtrzymywali jego ręce. On zaś modlił się i o zachodzie słońca Izraelici zwyciężyli.
Powoli poszedł do kaplicy. Pytania, które sobie stawiał, wypowie głośno jutro, w czasie homilii. Odpowiedzi usłyszy dziś jego spowiednik. Każdą sobotę poświęcał na oczyszczenie sumienia.


