Ostatni na Ziemi

Wirus zabija 90 proc. ludzkości, a tych, którzy przeżyli zmienia w potwory. Genialny naukowiec Neville jest ostatnim ocalałym człowiekiem. Rozpaczliwie poszukuje szczepionki, która pokona wirus. Ta apokaliptyczna wizja świata to kinowy hit ubiegłego roku – „Jestem legeną”, który jest już dostępny w wersji DVD. Główną rolę w filmie zagrał Will Smith.

 

Will Smith, gwiazda filmów „Ja, robot”, „Dzień niepodległości” oraz „Faceci w czerni”, dobrze się czuje w produkcjach science-fiction i od dawna fascynował go świat ponadczasowej powieści Richarda Mathesona „Jestem legendą”. – To powieść łącząca różne gatunki: horror, science-fiction i powieść psychologiczną – mówi aktor. – Psychologiczny aspekt bycia ostatnim człowiekiem na ziemi zawsze mnie intrygował. Fizyczne, emocjonalne i duchowe wyzwania, którym musi stawić czoła Robert Neville, aby przetrwać, dają doskonałą możliwość opowiedzenia uniwersalnej historii o istocie człowieczeństwa.

 

Reżyserem thrillera science-fiction na motywach powieści Mathesona jest Francis Lawrence. Reżyser dodaje: – Zafascynował mnie temat człowieka, który musi przeżyć w warunkach opuszczonego miasta. Chciałem pokazać to w moim filmie. Jestem legendą ma wymiar mityczny: to historia o człowieku, który musi walczyć z całym światem. Uniwersalność tej historii sprawia, że działa ona na wyobraźnię odbiorcy dzisiaj tak samo jak pół wieku temu, kiedy powstała powieść.

 

Powieść Mathesona jest złożona i prowokacyjna. Powstała w 1954 r. i dziś uznawana jest przez znawców za prekursora współczesnego gatunku horror-science, łączącego elementy horroru i science-fiction. Powieść „Jestem legendą” wywarła wpływ na pokolenia późniejszych pisarzy i doczekała się niezliczonych imitacji, a także dwóch adaptacji filmowych.

 

Scenarzysta i producent filmu Akiva Goldsman, laureat Oscara za scenariusz do filmu „Piękny umysł”, przyznaje się do trwającej całe życie fascynacji twórczością Mathesona. Goldsman był zachwycony, że przypadło mu w udziale opracowanie adaptacji książki. – Richard Matheson jest prawie bogiem dla fanów science-fiction. W poważnym nurcie science-fiction istnieje tradycja pogłębionej analizy psychologicznej bohaterów, której celem jest zmierzenie się z uniwersalnymi tematami. Science-fiction używane jest tu w sposób alegoryczny. Nasz film nawiązuje do tej tradycji.

 

„Jestem legendą” opowiada historię, której praktycznie jedynym bohaterem jest człowiek żyjący w całkowitej samotności. Twórcy filmu zdawali sobie sprawę, że sukces będzie zależał od znalezienia utalentowanego aktora, który zdoła udźwignąć tę rolę. Kiedy filmowcy dowiedzieli się, że Will Smith wyraził zainteresowanie udziałem w filmie, uznali, że to bardzo dobry znak. Smith uważał, że rola Roberta Neville’a – głównego bohatera filmu, który praktycznie ani na chwilę nie znika z ekranu – będzie dla niego jednocześnie wyzwaniem i szansą.

Goldsman opowiada: – Jako scenarzysta, wierzę w to, że to słowa opisują i stwarzają bohaterów filmowych. Ale z drugiej strony, to czego nie da się ubrać w słowa także odgrywa ważną rolę. Will jest doskonałym aktorem. Udało mu się stworzyć wybitną rolę, w której często wyraża swoje myśli i uczucia tylko za pomocą wyrazu tworzy oraz zachowania.

 

„Jestem legendą” to debiut reżyserski Francisa Lawrence’a. Współpraca z Willem Smithem stała się dla niego gwarancją sukcesu, jeśli chodzi o emocjonalny potencjał filmu, który jest czymś więcej, niż kinem akcji. – Will ma niesamowite ciepło i charyzmę – opowiada Lawrence. – Jego gra dodaje postaci Neville’a nowy wymiar, sprawia, że widzowie wierzą mu w każdym momencie filmu. Widz współczuje mu, boi się o niego, śmieje się i płacze razem z nim. Wszystkie te uczucia koegzystują harmonijnie. A co najważniejsze dla naszego filmu, Will jest w stanie pokazać wszystko przez co przechodzi, zarówno od strony fizycznej, jak i emocjonalnej, często bez żadnego dialogu.

 

Być może największym komplementem dla Smitha jest opinia człowieka, który stworzył postać Roberta Neville’a. – Myślę, że Will Smith jest doskonałym kandydatem do roli Roberta Neville’a – mówi Richard Matheson. – Widziałem prawie wszystkie jego filmy i uważam, że zawsze jest całkowicie przekonujący, jakąkolwiek gra rolę. W tej historii jego bohater odgrywa kluczową rolę, tak więc to Will ma kluczową rolę.

 

Jądrem „Jestem legendą” jest walka samotnego człowieka o przetrwanie. Neville’owi zagrażają Zarażeni – zmutowane ofiary wirusa, które zamieniły się w krwiożercze potwory zabijające bez żadnego powodu. Jego położenie jest jeszcze cięższe, bo Neville uświadamia sobie, że ludzkość sama sprowadziła na siebie zagładę. Przyczyną pandemii, która położyła kres cywilizacji, było odkrycie, które z początku wydawało się przełomem w medycynie. Naukowcom udało się stworzyć retrowirusa, który zwalcza jedną z najgroźniejszych chorób w historii ludzkości, raka. Jednak początkowe sukcesy w stosowaniu retrowirusa szybko pociągają za sobą katastrofalne skutki.

 

Neville jest wirusologiem pracującym dla wojska w laboratorium na Manhattanie. Zostaje szefem zespołu, którego celem jest znalezienie szczepionki, która położy kres rozprzestrzeniającej się pandemii. Jednak pomimo jego wysiłków, wirus zaczyna się rozprzestrzeniać drogą lotniczą i Nowy Jork zostaje objęty kwarantanną. Niezarażeni mieszkańcy zostają ewakuowani z miasta. W mieście wybucha panika. Neville jest świadkiem śmierci swojej żony Zoë (Salli Richardson) i córeczki Marley. W rolę Marley wciela się siedmioletnia Willow Smith, która w „Jestem legendą” debiutuje na ekranie u boku swojego ojca, Willa Smitha.

 

Los tych Zarażonych, którzy nie zostają zabici przez wirusa, jest być może jeszcze gorszy: wirus doprowadza do zmian w ich metabolizmie, przemieniając ich w potwory, które zamieszkują mroczne, ciągnące się kilometrami podziemne tunele i wychodzą na powierzchnię tylko po to, żeby nasycić swój głód.

 

Po tragedii działaniami Neville’a kieruje nie tylko instynkt przetrwania, ale też pragnienie znalezienia antidotum na śmiercionośny retrowirus. Ponieważ on sam jest z nieznanych powodów odporny na działanie wirusa, wie, że w swojej pracy nad antidotum może oprzeć się na dwóch atutach: może wykorzystać swoją własną krew, odporną na działanie wirusa, oraz swoje profesjonalne doświadczenie wirusologa.

 

Jednym towarzyszem Neville’a jest jego pies, Sam. Razem starają się przetrwać i nie pozwolić Zarażonym na uzyskanie przewagi. W dzień Neville razem z Samem eksploruje miasto, zdobywając żywność i inne potrzebne przedmioty, pracuje w laboratorium oraz nadaje codzienne komunikaty radiowe w nadziei, że usłyszą go inni ocalali nowojorczycy. W nocy musi barykadować się w domu, który zamienił w prawdziwą twierdzę. Dzięki systemowi kamer może śledzić Zarażonych, którzy buszują po pustym mieście,

 

 

Reżyser zaproponował wejście do ekipy nagrodzonemu Oscarem operatorowi Andrew Lesnie (trylogia „Władca Pierścieni”). Był pewien, że Lesniemu uda się przekazać prostotę i ładunek emocjonalny sytuacji Neville’a i całego jego świata. – Staraliśmy się skoncentrować na tym, żeby praca kamery pozwalała widzom odczuwać to, co odczuwa Neville, niezależnie od tego, czy jest to samotność, beztroska czy smutek. Andrew udało się sprawić, że kamera stała się wehikułem przenoszenia emocjonalnej tonacji każdej sceny – podkreśla Lawrence.

 

Jednak rolą kamery było nie tylko pokazanie życia wewnętrznego bohatera, ale też emocjonujących sekwencji akcji i dramatycznych przygód Neville’a, do których przedstawienia w niektórych wypadkach wykorzystano także efekty komputerowe. Zdjęcia w plenerach Nowego Jorku były możliwe tylko o świcie, w weekendy, aby można było uniknąć tłumów przechodniów w najbardziej znanych punktach miasta. Mimo tego ekipa musiała być bardzo czujna, żeby w kadrze nie znaleźli się przypadkowo pierwsi poranni przechodnie.

Nakręcenie filmu, w którym większość sekwencji rozgrywa się w opustoszałym Nowym Jorku zamieszkałym przez tylko jedną osobę była ogromnym wyzwaniem logistycznym. Mimo problemów, jakich nastręczało przemienienie jednego z najgęściej zaludnionych miast świata w bezludną pustynię, twórcy filmu chcieli koniecznie wykorzystać prawdziwe plenery. – Tego miasta nie da się sfałszować – twierdzi mieszkający w Nowym Jorku producent Michael Tadross. – Ma unikalną atmosferę, jest rozpoznawalnym tłem. Mieliśmy szczęście, bo udało nam się filmować w miejscach, które do tej pory nie grały w filmach.

Mimo wszystkich dramatycznych scen akcji oraz innowacyjnych efektów komputerowych w „Jestem legendą”, Goldsman utrzymuje, że najbardziej interesującym i przykuwającym uwagę aspektem filmu jest wewnętrzna przemiana głównego bohatera. – Tak naprawdę jest to historia straty – mówi. – - W filmie pokazujemy, co się dzieje, kiedy tracisz wszystko, co kochasz. Czujemy, że kiedy ktoś traci wszystko, świat zatrzymuje się w miejscu. Po to, aby to pokazać w sposób filmowy, stworzyliśmy taki zatrzymany w miejscu świat. Jest to też historia o powtórnych narodzinach, o możliwości uleczenia. Być może jest to film science-fiction, ale opowiadamy historię, z którą każdy może się zidentyfikować.

 

Jeden komentarz