Nosowska, „Osiecka” (recenzja)
Wystarczyły dwa tygodnie od premiery, by płyta „Osiecka” Katarzyny Nosowskiej osiągnęła status platynowej i znalazła się na szczycie listy najlepiej sprzedających się płyt w Polsce. Oznacza to, że tęsknimy za Agnieszką Osiecką, klimatem jej piosenek, czasami minionymi, a także, iż cenimy Nosowską.
Choć już powoli sięganie po piosenki innych wykonawców zaczyna nas nudzić, to tym razem połączenie przeszłości z teraźniejszością wypaliło. Poza tym trudno podejrzewać, by Nosowska potrzebowała się wspierać starymi przebojami. Ona tego nie musi robić, może za to chcieć. Zechciała więc i zrobiła.
Na swój album wybrała jedenaście lepiej i mniej znanych piosenek z tekstami Agnieszki Osieckiej, które niegdyś śpiewali m.in. Seweryn Krajewski, Andrzej Dąbrowski, Teresa Tutinas czy Edmund Fetting. Aranżacje Marcina Macuka oraz muzyków UniSexBlues Band nawiązują do oryginalnych wersji, choć nie zawsze, bo np. ballada „Uciekaj moje serce” Krajewskiego w wykonaniu Nosowskiej zmieniła się w tango. Całość „Osieckiej” jest bardzo spójna, lekko jazzująca, przesycona emocjami, uczuciami, ale bez taniego sentymentalizmu. I co oczywiste Katarzyna Nosowska śpiewa wspaniale i świetnie się czuje w tych piosenkach, jakby zostały napisane specjalnie dla niej. Brawo!
GK

