Nie potrzebuję przebojów
O muzyce i stresie opowiada Ania Dąbrowska, jedna z najbardziej utalentowanych piosenkarek młodego pokolenia.
Bałaś się przed wydaniem nowej płyty? Tego, że okaże się klapą, że nie spodoba się ludziom? Podobno dla artysty druga płyta to największy stres i sprawdzian.
- Odczuwałam pewnego rodzaju stres. Rzeczywiście, istnieje coś takiego jak klątwa drugiej płyty. Mnie też to dopadło. Miałam takie nastawienie, że muszę sprostać poprzeczce, która została wysoko postawiona przez sukces pierwszego albumu. Okazało się, że jeśli z takim właśnie podejściem tworzę piosenki, to nic dobrego z tego nie wychodzi. Musiałam odpocząć od pisania, przewartościować swoje założenia i podejść do wszystkiego na nowo. Kiedy płyta już była gotowa, pomyślałam: co będzie, to będzie. Nic już nie mogę zmienić. Zrobiłam, co mogłam, aby wyrazić siebie. I to jest najważniejsze. A ryzyko przecież istnieje zawsze. Jasne, że płyta mogła okazać się klapą.
Teraz już wiesz, że się udało?
- Tak. Teraz jestem spokojniejsza. Cieszę się z tego, że ludzie akceptują i przyjmują to, co robię. Zdarza się, że ktoś zapyta, czemu na tej płycie nie ma przebojów. Ale ja chyba jestem osobą, która nie potrzebuje przebojów. I to bardzo mi się w sobie podoba.
Od zawsze wiedziałaś, że chcesz śpiewać?
- Tak. Od zawsze śpiewałam.
„Idol” pomógł Ci w karierze?
- Na pewno. Dzięki „Idolowi” podpisałam kontrakt płytowy. Pomimo tego, że moja historia w tym programie była krótka. Ale skończyło się na tym, że mogę robić w życiu to, co chcę.
Udało Ci się bardziej niż osobom, które wygrały ten program.
- Staram się być szczera, wyrażać w muzyce to, co myślę, co czuję. Inne osoby, występujące w tym programie, być może dopiero poszukują swojego sposobu na śpiewanie. Bo do szczerości trzeba dojrzeć. Trzeba poczuć smak porażki, doświadczyć czegoś w życiu, aby później móc o tym mówić. Takich artystów cenię najbardziej. Sama też mam za sobą parę porażek. O nich chce opowiadać swoim słuchaczom.
Stąd tyle melancholii w twojej muzyce?
- Myślę, że tak. Przez muzykę potrafię wyrażać głównie mniej wesołe stany psychiczne. Zresztą, trudno jest pisać o szczęściu. Trudno jest napisać wesołą piosenkę, która nie będzie banalna. Mnie to się jeszcze nie udało. Ale może przyjdzie taki moment, gdy będę aż tak całkowicie pogodzona z życiem, że napiszę coś radosnego.
Dla kogo śpiewasz?
- Nie staram się swojej muzyki kierować do wybranych odbiorców. Wtedy ograniczałabym i siebie, i słuchaczy. Poza tym pisze o tak różnych sprawach, że moja muzyka i teksty mogą trafiać do bardzo różnych ludzi.
Ciężko pracujesz?
- Robię to, co lubię, więc nie uważam tego za ciężką pracę. Ostatnio rzeczywiście sporo koncertuję, ale sprawia mi to dużo radości. Nie mogę powiedzieć, że się męczę.
Ale podobno jesteś leniwa?
- Rzeczywiście. Dlatego też nie pracuję w fabryce, nie wstaje o godzinie 6 rano. Mam taki zawód, jaki mam, bo nie potrafiłabym wykonywać żadnego innego.
I nie planujesz go nigdy zmienić?
- Pewnie przyjdzie taki moment, że będę musiała zrezygnować ze śpiewania. Do tego czasu chciałabym jak najbardziej wykorzystać swoje możliwości. Czym się wtedy zajmę? Jestem osobą, której z dnia na dzień zmieniają się zainteresowania, do tego mam słomiany zapał. Bardzo wiele chciałabym zrobić, ale na niewielu rzeczach się kończy. Chociaż bardzo dużo pomagam innym artystom – muzycznie i tekstowo. Być może właśnie tym się zajmę. Produkowaniem muzyki.
Rozmawiał: Jacenty Straszowski
Ania Dąbrowska jest wokalistką, kompozytorką, autorką tekstów. Zadebiutowała w 2004 roku albumem „Samotność po zmierzchu”. Jesienią tego samego roku uzyskał on status Złotej Płyty (ponad 40 tys. sprzedanych egzemplarzy). Konsekwencją sukcesu krążka są nagrody i wyróżnienia, jakie otrzymała Ania. – nominacja do europejskiej nagrody MTV (Best Polish Act), trzy statuetki Fryderyka (Nowa Twarz Fonografii, Album Roku Pop, Wokalistka Roku). 16 października na rynku pojawił się długo oczekiwany, drugi album Ani Dąbrowskiej, zatytułowany „Kilka historii na ten sam temat”. Nowa płyta Ani nawiązuje do dobrych tradycji polskiej muzyki rozrywkowej z przełomu lat 60 i 70. Utrzymana jest w delikatnym i nastrojowym klimacie. W odróżnieniu od debiutanckiej „Samotności po zmierzchu” jest bardziej akustyczna i spójna w nastroju. Teksty opowiadają o różnych etapach w związku dwojga ludzi.

