maj 28 2006
Najpierw jest pomysł, potem książka
Rozmowa z Moniką Luft, dziennikarką telewizyjną, autorką książek „Śmiech iguany” i „System argentyński”.
Pamięta pani moment, w którym po raz pierwszy przyszła myśl o napisaniu książki?
– To nie był jeden moment, raczej dojrzewanie do decyzji, dłuższy proces, podczas którego człowiek zastanawia się, rozważa różne za i przeciw. W końcu dochodzi do wniosku, że spróbuje napisać książkę, bo chyba ma dobry pomysł… Potem znów się waha: nie, nie dam rady, o czym ja w ogóle myślę? No, ale może jednak spróbuję? I próbuje.
Wtedy siada do komputera?
– Jeszcze nie. Bo co prawda, decyzja już jest, ale pojawia się następne pytanie: kiedy? Teraz? A może za pół roku? Ale kto wie, co będzie za pół roku? Może będę zbyt zajęta przy realizacji innego projektu? W końcu taki ktoś, kto wpadł na pomysł napisania książki, stwierdza, że jeśli się nie odważy, to nigdy nie uwierzy w to, że ten zamiar nie jest wcale taki niedorzeczny.
I wreszcie się zaczyna?
– Tak. Kolejna decyzja jest już konkretna: dziś siadam do komputera. Powstaje pierwsza strona, potem kolejna. Po jakimś czasie jest ich dziesięć, pięćdziesiąt, sto… Wiele z nich trafia do kosza, inne zupełnie zmieniają swój kształt, nie mają nic wspólnego z tym, co rodziło się w bólach na początku. Ale powoli – bo to naprawdę ciężka praca – tekstu przybywa.
Żal włożyć to wszystko do szuflady?
– Właśnie. Zwłaszcza, jeśli ma to też pewną strukturę, a nie jest zwykłym strumieniem świadomości, czy bezładnymi zapiskami. Gdy po miesiącach pracy wyłania się całkiem sensowny projekt powieści, pojawia się myśl, że szkoda byłoby go porzucić.
Swoją drugą książkę zatytułowała pani „System argentyński”. Ta nazwa w Polsce dobrze się nie kojarzy. Nie obawia się pani, że to odstraszy czytelników?
– Nie, wręcz przeciwnie. To zabawa ze skojarzeniami. System argentyński przywodzi na myśl przekręt, nieuczciwość. A moja książka opowiada o aferach, o sprawach niejasnych i nielegalnych.
Ale z rynkiem samochodowym i sprzedażą ratalną nie ma nic wspólnego?
– Oczywiście, że nie! Wystarczy otworzyć książkę, by się przekonać, że to powieść, która z tematami ekonomicznymi nie ma nic wspólnego.
Dlaczego więc taki tytuł?
– System argentyński w wąskim ujęciu to rodzaj okrutnej zabawy, której w mojej książce oddają się ludzie bardzo bogaci. Jeden z bohaterów określa to cynicznie: „Ach, to zupełnie jak w systemie argentyńskim!”. Tymczasem to zabawa, w której padają ofiary…
Jest też ujęcie szersze?
– Tak, ponieważ poprzez tytuł chciałam określić tło, na którym rozgrywa się ta historia. Na pytanie: „W jakim systemie żyjemy?” nie ma oczywistej odpowiedzi. Wiemy, że na pewno nie jest to już system socjalistyczny. Ale czy w takim razie jest to rozwinięta demokracja, nowoczesny kapitalizm? Niezupełnie. Podejrzewam, że większość z nas stwierdzi, że aby taki stan osiągnąć, czeka nas jeszcze kawałek drogi.
Choć jej część mamy już za sobą, bo są na przykład wolne media, które codziennie donoszą o kolejnych aferach.
– No właśnie. Żyjemy w świecie, w którym wszystko jest możliwe. Skoro nie jest to już system socjalistyczny, ale jeszcze nie w pełni kapitalistyczny, to może właśnie argentyński?
Bohaterowie książki też pochodzą z pierwszych stron gazet?
– To oczywiste, że kiedy autor wymyśla bohaterów, do pewnego stopnia obdarza ich cechami osób, które go zainspirowały. Nie jest jednak tak, że postać z książki jest wiernym odwzorowaniem żywej osoby.
Najpierw wymyśla pani bohaterów, czy też oni powstają w miarę rozwoju akcji?
– Bywa różnie. Zwykle najpierw wymyślam zarys postaci, obdarzam ją imieniem i nazwiskiem, które zresztą dość często zmieniam. Potem zastanawiam się, co tej postaci może się przytrafić. Stawiam ją w określonej sytuacji i patrzę, jak sobie w niej radzi, jakie rozwiązanie wybiera. Wreszcie wszystko zaczyna się już dziać niemal samo. Moja postać spotyka kolejne, a każda z nich otrzymuje swoją własną historię. Pojawiają się nowe szczegóły. Opowieść zaczyna żyć swoim życiem. To jest właśnie moment, gdy autor stwierdza, że szkoda byłoby tej opowieści nie dokończyć.
Rozmawiała: Agnieszka de Wille
MONIKA LUFT – dziennikarka telewizyjna, felietonistka „Życia Warszawy”, autorka wydanej w 2004 roku powieści „Śmiech iguany” (trzy miesiące na liście bestsellerów dziennika „Rzeczpospolita”). Przez osiem lat (1994-2002) związana z Telewizją Polską, gdzie prowadziła programy na żywo i była autorką wywiadów z gwiazdami światowej kultury i show biznesu. Później na krótko trafiła do jednej z prywatnych stacji TV. Jeszcze w czasie studiów na iberystyce współpracowała z Telewizją Hiszpańską (TVE).
