Muzyka zagraniczna – plusy i minus roku 2008

Dzisiaj druga część naszego subiektywnego rankingu najlepszych płyt roku – muzyka zagraniczna. Gdybyśmy brali pod uwagę składanki typu „The Best Of…” , wygrałoby Radiohead, ale ponieważ nie bierzemy, nasz ranking wygląda tak:

  

 

Plusy

1. TV On The Radio, „Dear Science” – zespół istnieje już siedem lat, lecz dla nas to odkrycie roku. Duży power, świeżość i różnorodność muzyczna, wymykająca się zaszufladkowaniu. Efekt znakomity.  

2. Sigur Rós „Med Sud I Eyrum Vid Spilum Endalaust” – język islandzki nie należy do naszych ulubionych języków obcych, nic z niego nie rozumiemy, za to muzykę Sigur Ros lubimy bardzo i tłumacza nie potrzebujemy.

3. Nick Cave & The Bad Seeds, „Dig, Lazarus, Dig!“ – udany powrót, także do swoich muzycznych korzeni, oraz intrygujące połączenie rocka z poetycką balladą. Posępny Australijczyk w mistrzowskiej formie.    

4. The Killers, „Day & Age” – sami jesteśmy zaskoczeni, że podszyta elektroniką muzyka rodem z lat 80. nam się tak podoba. A jednak.  

5. AC/DC, „Black Ice” –  to prawdziwa sztuka grać ciągle to samo i na ostro i nie znudzić fanów. Nas też.  

6. Metallica, „Death Magnetic” – podobne odczucia jak w przypadku AC/DC, z tą różnicą, że repertuar Metalliki jest bardziej urozmaicony.

7. Guns N’ Roses, „Chinese Democracy” – liczyliśmy na więcej, ale tyle lat czekania, że trudno tę płytę pominąć… Gdy się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. 

8. Kings Of Leon „Only by the Night” – niby nic nadzwyczajnego, po prostu melodyjne kawałki, dobrze zagrane i zaśpiewane. Bo to dobry zespół jest.

9. Coldplay, „Viva la Vida!” – dużo popu, mniej rocka, zdaje się, że Coldplay stawia na komercję. Mimo to da się słuchać. 

10. Dido, „Safe Trip Home” – spokojnie, sennie, bez przebojów, lecz na skołatane nerwy w sam raz.   

 

Minus

REM, „Accelerate” – co najmniej od 2001 r., jeśli nie dłużej, czekamy na płytę REM, która by nas poruszyła i zapadła w pamięć. „Accelerate” nie porusza i nie zapada. Szkoda.

Brak komentarzy