Mark Slouka, „Widzialny świat”, recenzja

Zamach na ulubieńca Hitlera Reinharda Heydricha, nazywanego Archaniołem Zła, był najbardziej spektakularnym dokonaniem czeskiego i słowackiego ruchu oporu. Te dramatyczne wydarzenia z Pragi z 1942 roku stały się kanwą „Widzialnego świata”, powieści Marka Slouki wydanej przez Czarne. To jedna z najbardziej niezwykłych książek o miłości, jakie ukazały się w ostatnich latach.

„Widzialny świat” ma trzy części. W pierwszej poznajemy narratora, który podobnie jak Slouka jest synem czeskich emigrantów, urodzonym w Ameryce dziesięć lat po wojnie. Narrator wspomina dzieciństwo, swoich rodziców i ich znajomych, którzy także wyemigrowali do nowego, lepszego świata. We wspomnieniach kryje się tajemnica z czasów wojny; matka, choć była już związana z ojcem narratora, podobno zakochała się w Tomášu Bemie, jednym z uczestników zamachu na Heydricha. Ten romans jednak nie przetrwał, matka wróciła do ojca i wyszła za niego.

Narrator stara się dowiedzieć, co wydarzyło się naprawdę między jego rodzicami i tym trzecim, ale nic nie jest pewnego. Rodzice prawie o tym nie mówią, a ich przyjaciele też nie są skorzy do zwierzeń albo udzielają wymijających odpowiedzi. Również wyjazd do Pragi – w części drugiej – już po śmierci rodziców niewiele zmienia. Narrator wciąż skazany jest na domysły. Prawdę, jeśli można  tak powiedzieć, poznajemy dopiero w części trzeciej, nieprzypadkowo zatytułowanej „1942. Powieść”. Oprócz rekonstrukcji zamachu na Heydricha i tego, co potem zdarzyło się w Pradze, narrator przedstawia nam swoją fikcyjną wersję romansu między jego matką a Tomášem Bemem.  

Dawno nie czytaliśmy, a czytamy sporo, równie przejmującej, subtelnej, a przy tym  niesentymentalnej i nietkliwej historii miłosnej. Na tle autentycznych, tragicznych wydarzeń Mark Slouka ukazuje dramat dwojga zakochanych młodych ludzi. I nawet jeśli to tylko fikcja, czyni to tak przekonująco i z taką mocą, że chcemy wierzyć w każde jego słowo.        

Grzegorz Kozera

Brak komentarzy