Manic Street Preachers, „Postcards from A Young Man”, recenzja

Moglibyśmy kręcić nosem na nową płytę Manic Street Preachers, że zrobiona pod publiczkę, mało ambitna itd., ale ponieważ do tego zespołu zawsze mieliśmy słabość, grymasić nie będziemy. Poza tym albumu „Postcards from A Young Man” wysłuchaliśmy już kilkadziesiąt razy i jeszcze nam się nie znudził.

O utworach z nowej płyty Maniców można powiedzieć, że są jak tytułowe pocztówki wysyłane przez młodego człowieka: wielobarwne, niedługie, łatwe do zapamiętania. James Dean Bradfield i Sean Moore skomponowali melodyjne, ocierające się o pop piosenki, a basista Nicky Wire jest autorem słów. Ten ostatni, choć nie ma głosu, jak zwykle rwie się do śpiewania, ale solo ma tylko w jednym utworze, więc można mu to wybaczyć. Piosenki „Some Kind of Nothingness” i „Golden Platitudes” to murowane przeboje.

Walijskie trio z pełną świadomością nagrało płytę adresowaną do mas i zrobił to po mistrzowsku. I co z tego, że „Postcards from A Young Man” nie są dziełem na miarę „The Holy Bible” czy „This Is My Truth Tell Me Yours”?  Dla nas to wystarczająco dobry album, by go zarekomendować.   

Adam Topola

Brak komentarzy