Lucy Christopher, „Uprowadzona”, recenzja

Powieść ,,Uprowadzona” to debiut młodej australijskiej pisarki Lucy Christopher. W Polsce książka, w tłumaczeniu Anny Doroty Kamińskiej, została wydana przez wydawnictwo Wilga. Choć okładka, w kolorze pastelowego różu i z motylkami, może kojarzyć się z jakimś klasycznym romansem i zmylić potencjalnego czytelnika, mnie zachęciła do czytania.

,,Uprowadzona”, jak można domyśleć się z tytułu, to historia Gemmy, dziewczyny, która w wieku 16 lat została porwana i wywieziona na pustkowie, gdzieś w Australii. Powieść ma formę listu, który główna bohaterka, jako narrator pierwszoosobowy, pisze do porywacza – Tylera. Na początku czuje do niego jedynie złość i obrzydzenie za to, co jej zrobił. Jednak z czasem nastolatka zaczyna rozumieć porywacza, bronić go, usprawiedliwiać – zawiązuje się miedzy nimi pewna więź. Do tego dochodzi historia dziewczyny sprzed porwania, która łączy się z historią Tylera. Mężczyzna próbuje przekonać dziewczynę, że jej dotychczasowe życie było bezsensowne, posługując się przykładami z przeszłości.

Czytelnik nie jest pewien, jak skończy się ta powieść. Mogę tylko powiedzieć, że mnie samej było bardzo smutno, gdy skończyłam czytać. Ale nie dlatego, że książka mnie rozczarowała, przeciwnie – jest bardzo dobra. Mój smutek wziął się chyba z tego, że cały czas identyfikowałam się z Gemmą, myślałam jak ona i tak jak ona próbowałam zrozumieć porywacza. A jeśli czytelniczka identyfikuje się z bohaterką, to według mnie to najlepszy dowód, że powieść jest   

Zachęcam wszystkie dziewczyny, aby przeczytały „Uprowadzoną”. Zaczniecie inaczej patrzeć na świat i innych ludzi.

Hanna, 16 lat

P.S. Podoba mi się pomysł Wilgi z „wabikiem” na tylnej okładce. Brzmi on tak: „ZACZNIJ CZYTAĆ na stronie 20. PODOBAŁO CI SIĘ…?”.  Zadziałało, przynajmniej w moim przypadku.

Brak komentarzy