Leszek Biały, „Źródło Mamerkusa”, recenzja

„Źródło Mamerkusa” Leszka Białego to bez wątpienia jedna z najlepszych premier literackich ostatnich miesięcy.

  

Są książki, które wciągają nas bez reszty od pierwszej do ostatniej strony. Są takie, które zachwycają kunsztowną formą i pięknym językiem. Znamy też takie, które bawią, inne skłaniają do zadumy i refleksji lub stanowią źródło wiedzy historycznej, socjologicznej, psychologicznej, itd. Dość rzadko zdarzają się dzieła, które łączą w sobie te wszystkie cechy – mamy wtedy zawsze do czynienia z książką wyjątkową, wspaniałą. Taką książką jest „Źródło Mamerkusa”, które ukazało się nakładem wydawnictwa Nowy Świat.  

„Źródło Mamerkusa” już na starcie imponuje i zaskakuje czytelnika… rozmiarem. Blisko 850 stron to objętość naturalna dla encyklopedii i leksykonów, ale nieczęsto spotykana w powieściach. Niewielu twórców potrafi stworzyć opowieść na tyle interesującą, by przykuć uwagę czytelnika na tak długo. Leszkowi Białemu udaje się to jednak bez problemu. Ciężko uwierzyć, ale – jak sami się przekonaliśmy – to monumentalne tomisko czyta się jednym tchem, połykając kolejne strony i rozdziały.    

Czasy, w które przenosi nas w swojej powieści Leszek Biały, to arcyciekawy moment w historii świata. Początek XI wieku, pierwsza wyprawa krzyżowa, pierwsza konfrontacja dwóch wielkich religii, kultur i światopoglądów, spotkanie i starcie Zachodu z Wschodem. Razem z głównym bohaterem, a zarazem narratorem, rycerzem bez imienia, rannym w bitwie pod Hueską, wyruszamy w wielką podróż, w której poznamy te wyjątkowe czasy. Tytułowe źródło to „fonte di vita”, mityczny zdrój, usuwający wszelkie dolegliwości, którego poszukuje nasz bohater, aby odzyskać pełnię męskich sił. Wyrusza więc, razem z arabskim przyjacielem eunuchem Yusufem, w podróż przez cały średniowieczny świat. Na swojej drodze spotykają szaleńców, zbójów, fanatyków, mistyków, żołnierzy, kupców, żebraków, assasynów, poetów, mędrców i idiotów. Biorą udział w bitwach, zasadzkach, rzeziach, wspaniałych ucztach i uczonych dysputach. Poznają otaczający ich świat i samych siebie, a wędrówka w poszukiwaniu mitycznego źródła okaże się dla nich wędrówką w poszukiwaniu własnej tożsamości i uniwersalnego człowieczeństwa, drogą od fanatyzmu do humanizmu.

Książki takie jak „Źródło Mamerkusa” określa się często mianem powieściowego fresku czy wielkiej epiki, nie tylko z racji na rozmach, wielowątkowość i plastyczność, ale także uniwersalizm poruszanych problemów. Oczywiście wszystkie te cechy bez trudu odnajdziemy w książce Leszka Białego. Poza tym będziemy mieli jednak wyjątkową przyjemność obcowania z różnego rodzaju gatunkami i rodzajami narracji. A to dzięki niecodziennej formie. „Źródło Mamerkusa” to bowiem powieść szkatułkowa, czyli taka, której fabuła składa się z odrębnych opowieści, prowadzonych przez różne osoby i splatających się w jedną całość. Warto zauważyć, że to jedna z najtrudniejszych form narracyjnych, którą po mistrzowsku udało się wykorzystać tylko nielicznym – np. Umberto Eco w „Imieniu róży”, Janowi Potockiemu w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” czy Danowi Simonsowi w „Hyperionie”.

Ta unikatowa forma powieści to jeden ze stygmatów erudycyjnego charakteru „Źródła Mamerkusa”. Bo chociaż – jak zauważyliśmy wcześniej – książkę czyta się jednym tchem, nie należy ona na pewno do nurtu literatury popularnej, lekkiej. Jest wysmakowana, pełna cytatów filozoficznych i religijnych, a także nawiązań do wielkich tradycji literatury światowej. Odnajdziemy tu nuty realizmu magicznego w duchu iberoamerykańskich mistrzów Borgesa, Fuentesa czy Marqueza, wyraźne nawiązania do pisarstwa fińskiego mistrza powieści historycznej Miki Waltariego, a nawet… motywy sienkiewiczowskie. Oczywiście mamy także pełne spektrum różnego rodzaju form literackich – znakomity humor przeplata się z krwawym naturalizmem, batalistyka ze śmiałą erotyką, historia z legendą, opowiadania z fragmentami poematów i pieśni, a epika często miesza się z liryką. Ta pozornie przedziwna literacka mikstura została jednak skomponowana znakomicie, wszystkie jej elementy uzupełniają się wzajemnie w sposób niezwykle harmonijny i dający czytelnikowi naprawdę wyjątkowe przeżycia.

Komplementując „Źródło Mamerkusa” nie wypada nie przybliżyć czytelnikom osoby autora. Leszek Biały (rocznik 1954) to hispanista, historyk sztuki, wykładowca  i dyplomata. Był sekretarzem literackim Teatru Nowego w Warszawie, tłumaczył literaturę hiszpańską, jest autorem „Dziejów Inkwizycji Hiszpańskiej”. „Źródło Mamerkusa” jest jego powieściopisarskim debiutem, ale to debiut dojrzałego człowieka i dojrzałego pisarza. Obyśmy tego typu debiutów mieli jak najwięcej.

Dariusz Materek

2 komentarzy

  • Achmet

    A więc nasz polski Umberto Ecco i piękny ‘pendant’ do francuskojęzycznego „Rękopisu znalezionego w Saragosie” Potockiego – jedenej z perełek literatury francuskiej! Wreszcie – w pełni – nasza własna perełka!

  • Kacper

    ŻAL