Klezmerzy już nie wrócą

Rozmowa z Dymitrem Slepowiczem, twórcą białoruskiej formacji Minsker Kapelye, grającą tradycyjną muzykę żydowską.

Jesteś nie tylko badaczem, twórcą, muzykiem, ale i gorącym orędownikiem tradycyjnej muzyki żydowskiej. Jak potraktowałeś pomysł nagrania tradycyjnych utworów w zupełnie nowych, niespotykanych wcześniej aranżacjach?

- Gdy Paul Brody zaprosił mnie do nagrania płyty, która pokazywałaby dwa sposoby interpretacji tej samej muzyki – tradycyjny i nowoczesny – byłem zaskoczony. Ten pomysł był bowiem zupełnie nową, niespotykaną dotychczas ideą. Ale i ideą wyjątkowo ciekawą, próbą nawiązania dialogu pomiędzy dwoma odmiennymi tradycjami, które – wydawałoby się – dzieli prawie wszystko. I dlatego zgodziłem się bez wahania. Graliśmy już razem z Paulem wcześniej, ale w tej samej konwencji, tworząc klezmer jazz. Po raz pierwszy jednak zderzyliśmy dwa światy muzyczne – świat tradycji i nowoczesności.

Co powstało z tego zderzenia?

- Na pewno narodziło się coś nowego, zupełnie nowa jakość. Udało się nie tylko nawiązać dialog, połączyć dwa światy, ale i stworzyć nową drogę dla rozwoju muzyki żydowskiej, zapisać nową kartę jej historii. Przekonaliśmy się, że istota całej kultury żydowskiej rzeczywiście polega na dialogu. O tym mówili w swoich rozważaniach wybitni myśliciele żydowscy, m. in. Hermana Cohen i Martin Buber. I ta otwartość na dialog istnieje cały czas, jest czymś niewymazywalnym i chyba najważniejszym w żydowskiej tradycji. Dotknęliśmy tego wspólnie i byliśmy zaskoczeni siłą oddziaływania tej tradycji, która liczy sobie przecież setki lat. Dialog, który udało nam się nawiązać, dialog muzyczny to dla nas ogromna satysfakcja. Udało nam się bowiem udowodnić, że tradycja klezmerska jest cały czas żywa, że może się rozwijać, że ma w sobie ogromny potencjał i siłę.

Od lat razem z Minsker Kapelye pozostajesz wierny tradycyjnemu brzmieniu muzyki klezmerów. Dlaczego?

- Od momentu powstania w 2001 roku gramy tradycyjną muzykę żydowską. To wyniknęło z mojej pracy naukowej, pasji etnograficznej i muzykologicznej, ale także głębokiego szacunku dla własnych korzeni i wewnętrznej potrzeby poszukiwania swojej tożsamości. Podczas lat pracy archiwalnej i ekspedycyjnej na Litwie, Białorusi, Ukrainie odkrywałem i odkrywam cały czas nie tylko muzyczne skarby sprzed lat, ale także i swoją tradycję. A jako Minskers Kapelye odkrywamy muzykę Żydów Białorusi, Ukrainy i Litwy, muzykę, która nie była często grana nawet od 80 lat. To coś niesamowitego i wyjątkowego, jak wyprawa wehikułem czasu. Nagle znajdujemy się w zupełnie innym świecie, świecie, którego przecież już nie ma, ale nadal żyje gdzieś głęboko w naszych genach. To pokolenie, które pamięta ostatnich klezmerów powoli już odchodzi. Podczas naszych muzycznych i naukowych wędrówek spotykamy ludzi, którzy pamiętają jeszcze brzmienie klezmerskich melodii, pamiętają nawet całe piosenki. Ale ci ludzie mają dziś po 80, 90 lat i są u kresu swojej wędrówki. Oni to ostatnie okruchy tej dawnej kultury żydowskiej, a my robimy wszystko aby ich wiedza i pamięć przetrwały jak najdłużej. Bo to nie tylko bardzo ważna część historii i kultury Europy wschodniej, ale także nasza, bardzo osobista spuścizna.

Tradycyjna muzyka żydowska, nazywana często muzyką klezmerską, jest coraz popularniejsza na świecie. Co jest w niej takiego niezwykłego, że oparła się próbie czasu?

- Sam termin „muzyka klezmerska” jest sztuczny, znaczy bowiem tyle co „muzyka muzyczna”. Ten termin powstał w Stanach Zjednoczonych na początku lat 80 tych XX wieku, w momencie gwałtownego renesansu muzyki instrumentalnej Żydów Europy środkowo – wschodniej i jest pojęciem czysto komercyjnym, medialnym. Lepiej brzmi niż muzyka żydowska. Ale oczywiście nie mówi nic o całej kulturze klezmerów, jej filozofii świata, na przykład przenikania i wzajemnego uzupełniania się pierwiastków sacrum i profanum czy jej chłonności. Z jednej strony czerpiąca z tradycji świętych pieśni synagogalnych muzyka klezmerów jest jak najbardziej świecka, głęboko tradycyjna i żydowska zawiera jednocześnie wiele elementów muzyki ludowej białoruskiej, litewskiej, ukraińskiej.

Renesans muzyki klezmerów jest jednak faktem. Jak sądzisz, jakie są tego przyczyny? I czy oznacza to, że możemy liczyć na powrót prawdziwych klezmerów?

- Na pewno renesans muzyki klezmerów ma kilka przyczyn. Z jednej strony to efekt tego, że część młodych Żydów, nie znając kompletnie obrzędowości żydowskiej, poszukuje swoich korzeni, swojej tradycji. I ta muzyka jest dla nich swego rodzaju mostem, łączącym ich z tradycją. Z drugiej strony widać wielkie zainteresowanie tą właśnie muzyką wśród nie-Żydów, zwłaszcza w Europie. To prawdopodobnie efekt „dziury kulturalnej” – ta muzyka brzmiała tu przez stulecia, nagle zniknęła razem z Żydami i to nie było naturalne. Ludzie odczuwają więc pewną, nawet nie do końca uświadomioną, pustkę kulturalną i chcą ja zapełnić. A poza tym – na co zwracają uwagę wszyscy – muzyka klezmerów jest po prostu piękna. Ale to wszystko to na pewno nie jest powrót klezmerów. Ich już nie ma i nigdy nie wrócą. Pozostaje tylko pamięć.

Minsker Kapelye, klezmerski zespół z Mińska (Białoruś) został założony w 2001 roku przez muzykologa, kompozytora i klarnecistę Dymitra Slepowicza. Grupę tworzą: Tatiana Kukel (sopran, cymbały), Violetta Korenkova (cello) i Dymitri Slepowicz (klarnet, pianino, wokal). W swojej twórczości zespół opiera się na materiale zgromadzonym przez Dymitra Slepowicza i dr Ninę Stepanską podczas badań etnograficznych, prowadzonych przez nich na Białorusi, Litwie i w Rosji. W 2002 roku Minsker Kapelye nagrali swoją pierwsza płytę „A Fayerl far dem Hartsn”. Kolejny album – „Drayartike kompanye” – stał się znany i zyskał uznanie miłośników tradycyjnej muzyki żydowskiej w całej Europie. Zespół koncertował i występował na wielu festiwalach muzyki kelzmerskiej i folkowej, zyskując rzesze miłośników. Mają w repertuarze tradycyjną muzykę żydowską, graną niegdyś na weselach, bar micwach i innych uroczystościach w żydowskich społecznościach małych miasteczek Polski, Białorusi, Litwy, Ukrainy.

Brak komentarzy