Kazimierz Nowak – wielki skromny podróżnik i reporter

Jak już informowaliśmy w Salonie, ukazało się piąte (licząc od roku 2000) wydanie książki „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd” Kazimierza Nowaka – niezwykłego podróżnika, dziennikarza i fotoreportera, który dopiero siedemdziesiąt lat po śmierci zaczyna być doceniany w ojczystym kraju.

 

 

Ryszard Kapuściński zaliczył „Rowerem i pieszo…” do klasyki reportażu. Tym samym Kazimierz Nowak dołączył do grona tak znakomitych pisarzy, jak Kisch, Hemingway, Terzani, Wańkowicz, Pruszyński, o samym Kapuścińskim nie wspominając. Autor „Cesarza” odnalazł w Nowaku nie tylko bratnią duszę, mającą podobne poglądy na sprawy Afryki i podobne podejście do człowieka, ale przede wszystkim prawdziwego reportera, który potrafi opisywać świat. „Tylko ktoś, kto zna te rejony, gdzie podróżował Kazimierz Nowak, i sposób, w jaki to zrobił, może docenić to bohaterstwo połączone z niezwykłą skromnością” – napisał Kapuściński.

 

Przypomnijmy: poznański podróżnik rozpoczął swoją wyprawę do Afryki w Trypolisie 26 listopada 1931 roku, a zakończył w Algierze, 24 listopada 1936.  Był m.in. w Egipcie, Kenii, Kongo Belgijskim, Rodezji, Angoli, Związku Południowej Afryki i Algierii. W ciągu pięciu lat przemierzył 40 tysięcy kilometrów! Podziw już wzbudziłby, gdyby ten niewiarygodny dystans pokonał samochodem, ale on wolał iść pieszo, jechać siedmioletnim rowerem, płynąć czółnem, podróżować konno i na wielbłądzie. Większość trasy przemierzył samotnie (czasami tylko towarzyszyli mu tubylcy niosący bagaże) i praktycznie bez pieniędzy. Nie miał żadnych sponsorów. Żeby po pięciu latach wrócić do kraju, musiał pożyczyć 750 franków na bilet kolejowy. Przywiózł za to 10 tysięcy fotografii wykonanych przez siebie na Czarnym Lądzie. Listy-reportaże publikował na bieżąco w polskiej prasie.

 

Książka Nowaka to fascynująca lektura, która przenosi czytelnika w przestrzeni i w czasie, do Afryki kolonialnej i tej najbardziej dzikiej, gdzie jeszcze nie stanęła stopa białego człowieka. Pisana dziewiętnastowiecznym stylem, przypominającym „Listy z Afryki” Sienkiewicza, przekonuje autentycznością przekazu i urzeka skromnością autora. Ktoś inny na miejscu Nowaka poświęciłby dużo więcej miejsca opisowi niebezpieczeństw, na które był narażony podczas wędrówki, on zamyka sprawę kilkoma zdaniami. A przecież czy to nocując w afrykańskiej puszczy, czy to wędrując przez pustynię, czy to przeprawiając się przez rzekę pełną krokodyli wielokrotnie ocierał się o śmierć. Bardzo często w czasie swojej wyprawy przez kilka dni z rzędu nic nie jadł ani nie pił, a pod koniec nie opuszczała go wysoka gorączka wywołana przez malarię. Ta choroba zresztą sprawiła, że nie było mu dane długo cieszyć się powrotem do kraju i rodziny. Zmarł w Poznaniu 13 października 1937 roku, w wieku zaledwie 40 lat.       

 

Na „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd” składają się relacje Kazimierza Nowaka z jego wielkiej wyprawy do Afryki, publikowane przed wojną w polskich gazetach i czasopismach, a współcześnie zebrane i opracowane i tym samym ocalone dla potomnych przez Łukasza Wierzbickiego, który jest również autorem ciekawego wstępu do piątego wydania. Bogato ilustrowaną książkę w pięknej szacie edytorskiej wydała poznańska oficyna Sorus.

 

Grzegorz Kozera

Fot. Wydawnictwo Sorus 

Jeden komentarz

  • http://Niemairaczejniebdzie. Michał Obrębski

    „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd” to książka tak wyjątkowa jak jej Autor – Kazimierz Nowak z Poznania.

    Za wyjątkowością tej książki przemawia już sama jej geneza. Oto bowiem przyciśnięty koniecznością utrzymania rodziny Autor, podejmuje unikalną wyprawę za morze. Za morze, lecz bynajmniej nie do Ameryki. Raczej tam, gdzie ciągnie go powołanie, gdzie oczekuje go pasja: do nieznanej, egzotycznej Afryki.

    Z tym co dziś oferują biura podróży na całym świecie, podróż ta nie ma nic wspólnego. Na żadnym jej etapie nie czekał pilot, nocleg ani posiłek. Kazimierz Nowak zapuścił się w nieznane, w nieprzewidywalne. Sam, w towarzystwie jedynie umiłowania przygody i pasji odkrywcy.

    Ktokolwiek był w Afryce, zwłaszcza na własną rękę, ten świetnie wie, jak trudny to kontynent. Jeżeli Autor nie był tego świadomy przed wybraniem się w drogę, to tej prawdy dowiedział się szybko. A jednak nie zawrócił.

    Rowerem można dojechać nawet na Przylądek Północny czy do Gibraltaru, lecz w piaskach Sahary czy dorzeczu Kongo koło na niewiele się przyda. Kazimierz Nowak poczuł to aż do bólu. Niemniej się nie cofnął.

    Za GPS służyły mu gwiazdy, instynkt i podziwu godny zmysł orientacji. Arabski i włoski starczyły mu do Sudanu, lecz nie dalej. Dalej – poprowadziły go inne języki romańskie, mowa na migi, zapał i Opatrzność. Nie mogło zabraknąć żadnego z tych składników: śmierć niejedno ma imię. Kazimierz Nowak ze śmiercią walczył i śmierć zwyciężył. Co najmniej pięć razy.

    Osobną zagadką tej fascynującej wyprawy jest jej logistyka. Jak Autor uzupełniał braki w sprzęcie? W prowiancie? W jaki sposób zdobywał i odbierał pieniądze przed kolejnym etapem poniewierki? I wreszcie – skąd wiedział, gdzie ewentualnie może liczyć na unikalną, pomocną dłoń? Niestety, na te wszystkie pytania dzieło Kazimierza Nowaka odpowiedzi nie daje. Chyba nawet sam Autor myślał o nim jako o serii osobnych artykułów, może odczytów, pokazów zdjęć, a zwłaszcza – listów do rodziny. Do dzieci, do których tęsknił i do żony, której imieniem nazwał statek, własnego autorstwa, który z każdym dniem niósł go po dopływie Kongo coraz bliżej Polski.

    Do Polski Kazimierz Nowak wrócił po pięciu długich latach. Jak zawsze skromny, chociaż zwycięski. Tułaczka wśród bezdroży zapewne nie była złą inwestycją – posypały się wywiady, pokazy i rozmowy. Ale chyba tylko rodzina i uważny czytelnik dostrzega, jak duże były koszty tego wielkiego tryumfu. Jeżeli istnieje ktoś, kto poznał, czym jest zupełne wyczerpanie, fizyczne i psychiczne, to osobą taką na pewno był Kazimierz Nowak.

    Dla czytelnika doświadczonego w podróżach „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd” rozbrzmiewa muzyką cykad ciepłej równikowej nocy, pali słońcem sawanny, zaś przejmujący chłód na trzy godziny przed świtem nagradza go gwiazdami, rozsypanymi jak mąka na czarnym, smolistym niebie. Dla odbiorcy bardziej domowego książka jest odkryciem nowych krajów, nowych myśli, skojarzeń. Dla wszystkich zaś – bardzo cenną lekcją znajomości świata; lekcją prawdziwą i szczerą, wolną od uprzedzeń, ale i fałszywej poprawności politycznej. Na dokładkę zaś epopeja Kazimierza Nowaka stanowi barwny film dokumentalny z rzeczywistości, której dziś już nie ma: realiów lat trzydziestych dwudziestego wieku.

    Taka była Afryka; międzywojenna, lecz także wcześniejsza. I taka była Polska przed wrześniem 1939 roku: nie doinwestowana sprzętowo, skromna finansowo, o żywym, ciekawym umyśle, niezwykłym potencjale i duchu na skalę światową.

    Taką miał ojczyznę Kazimierz Nowak, taką zapewne chciałby widzieć ją dzisiaj. I taki był on sam. Reszta – na kartach jego niezwykłej opowieści. Gorąco polecam.

    Michał Obrębski
    michalDOTobrebskiMAŁPAyahooDOTcom