John le Carré, „Szpieg doskonały”, recenzja

W przeciwieństwie do większość autorów powieści sensacyjno-szpiegowskich, John le Carré pokazuje w swoich książkach ludzką stronę pracy szpiega. Tak jest w najgłośniejszych utworach le Carrégo „Z przejmującego zimna”, „Małej doboszce”, „Wiernym ogrodniku” oraz w „Szpiegu doskonałym”, wznowionym przez Świat Książki.

 

Kiedy „Szpieg doskonały” ukazał się w 1986 roku w Wielkiej Brytanii, krytyka przyjęła go z zachwytem, a nieustający kandydat do Nagrody Nobla, amerykański pisarz Philip Roth powiedział, że to najlepsza angielska powieść od czasów wojny.

 

John le Carré, który sam był brytyjskim agentem (do czasu, aż zadenuncjował go Rosjanom słynny radziecki szpieg Kim Philby), często wplata do swoich powieści wątki autobiograficzne. Tytułowy bohater „Szpiega doskonałego” Magnus Pym, podobnie jak le Carré, studiował w Bernie, jako dyplomata prowadzi działalność szpiegowską i przejawia inklinacje literackie.

 

Pym zostaje pisarzem w dość szczególnym momencie swego życia, a mianowicie wtedy, gdy po śmierci ojca – bez zgody swoich mocodawców – decyduje się wycofać z agentury i pod fałszywym nazwiskiem zaszywa się w prowincjonalnym angielskim miasteczku nad morzem. Nagłe zniknięcie Pyma wywołuje popłoch w służbach specjalnych. Szukają go Brytyjczycy, Amerykanie, a także Czesi. Nie bez powodu, gdyż jest podejrzenie, że Pym był podwójnym agentem, pracującym również dla komunistów.     

 

W powieści le Carrégo mniej jest szpiegowania, więcej za to psychologii. Z adresowanych do swego syna Toma wspomnień, które Pym spisuje w ukryciu, poznajmy całe jego życie, dowiadujemy się o skomplikowanych relacjach z ojcem – hochsztaplerem, bezpośrednim przełożonym Jackiem Brotherhoodem oraz niejakim Axelem, którego Pym poznał studiując w Szwajcarii. Właśnie Axel mówi do Pyma: „Ty jesteś szpiegiem doskonałym. Brakuje ci jednego: słusznej sprawy”. I to jest największy dramat bohatera; chce on kierować się moralnością, która w jego pracy jest całkowicie zbędna.

 

Książki Johna le Carrégo nie mają szczęśliwych zakończeń. Czytelnika zaś zostawiają w nastroju jeśli nie przygnębienia, to na pewno melancholii. Dokładnie tak samo jest ze „Szpiegiem doskonałym”.

Grzegorz Kozera

Brak komentarzy