lis 09 2009

Henning Mankell, „Chińczyk”, recenzja

Opublikowany przez gk o godz. 09:03 w kategorii Literatura, Patronaty Salonu, Recenzje

chińczyk

Czytelnicy oczekujący na ostatnią książkę z udziałem komisarza Kurta Wallandera (polski przekład ukaże się w 2010) otrzymują wprawdzie niewallanderowską, ale równie znakomitą powieść Henninga Mankella pt. „Chińczyk”. Premiera 10 listopada.

 

Opowiadana w „Chińczyku” przez szwedzkiego pisarza historia zaczyna się jak kolejna powieść o komisarzu z Ystad, tyle że okrucieństwa i zbrodni jest dużo więcej. W wiosce na północy Szwecji w roku 2006 zostają wymordowani niemal wszyscy mieszkańcy, prawie dwadzieścia osób: sami starsi ludzi oraz kilkuletni chłopiec. Zamordowani byli ze sobą spokrewnieni, a zabójca chciał, by jego ofiary wiedziały, dlaczego umierają. Cierpień oszczędził tylko dziecku. Z całej wioski ocalało jedynie małżeństwo, które w przeciwieństwie do pozostałych pochodziło z innego rejonu Szwecji.

 

Czytając pierwszą część „Chińczyka” nie sposób oprzeć się wrażeniu, że za chwilę do akcji wkroczy Wallander i podejmie śledztwo. Jednak zamiast niego pojawia się sędzia Brigitta Roslin. Ma powód, by interesować się tą sprawą – jej matka była adoptowana przez małżeństwo, które padło ofiarą zbrodni popełnionej w wiosce. A ponieważ policyjne śledztwo toczy się nieporadnie, na własną rękę próbuje ustalić mordercę. Tym bardziej że ma podejrzenia, iż mordu w wiosce dokonał tajemniczy Chińczyk.

 

Więcej nie powiemy, żeby nie odbierać przyjemności czytania. W każdym razie jest tu kilka historii i każda nich mogłaby być materiałem na oddzielną powieść. Oprócz wątku kryminalnego mamy świetną i dramatyczną opowieść o Chińczyku imieniem San, który sto lat wcześniej przyjechał do Stanów w poszukiwaniu pracy, jest także spojrzenie na współczesne Chiny, w których komunizm Mao ściera się z chińską odmianą kapitalizmu, jest wizja uzależnienia i kolonizacji państw afrykańskich przez chińskie mocarstwo, wreszcie - trochę obserwacji socjologicznych o lewicującej młodzieży w Skandynawii lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Wszystko to zręcznie i logicznie połączone i oczywiście mające związek z pierwszą częścią powieści.         

 

Wydany przez W.A.B. „Chińczyk” potwierdza pisarskie mistrzostwo Mankella, nie tylko jako autora kryminałów. Dlatego na następną powieść o Wallanderze czekamy z jeszcze większą niecierpliwością. 

 P.S. W sieci pojawiła się informacja, że Chiny udzielą państwom afrykańskim 10 mld dolarów. Czyżby proroctwo Mankella zaczynało się spełniać?  

Grzegorz Kozera                  

Patronat nad polskim wydaniem „Chińczyka” objął SalonKulturalny.pl

2 komentarzy

2 komentarzy to “Henning Mankell, „Chińczyk”, recenzja”

  1. ola 28 lis 2009 o godz. 13:36

    wspaniala lektura, swietnie sie ja czyta, wszyscy milosnicy kryminalow tez napewno tak stwierdza po przeczytaniu tej ksiazki…ja kupilam ja przez sms’e a przy okazji zrobilam tez mikolajkowe zakupy, z gwaracnja dostawy zamowienia przez mikolajkami (badz swietami)polecam

  2. Sławek 18 gru 2009 o godz. 18:48

    Książka pana Mankella,jest świetną pozycją,z gatunku kryminału.Polecam Ją wszystkim czytelnikom,którzy uwielbiają takie tytuły.Warto po tę książkę sięgnąć.

Trackback URI | RSS komentarzy

Napisz komentarz