happysad, „Mów mi dobrze”, recenzja
Dla kogoś, kto nie zna zespołu happysad, płyta „Mów mi dobrze” będzie przyjemną niespodzianką, ale dla fanów kapeli to żadne zaskoczenie, bo oni wiedzą, że to dobry zespół jest. I my się z tą opinią zgadzamy.
happysad nie jest lansowany przez telewizję, tylko nieliczne rozgłośnie puszczają jego piosenki, zespół za to dużo występuje w Polsce, na koncie ma 450 koncertów. I właśnie występy na żywo plus oczywiście nagrane płyty sprawiają, że bez specjalnej reklamy grupa ma pokaźne grono zagorzałych wielbicieli.
Dotychczas utwory zespołu były bliżej „sad” niż „happy”. Na nowym, czwartym studyjnym albumie nastąpiła znacząca nastroju, co widać również w instrumentarium, do którego doszły trąbka, klawisze i akordeon, na których gra Daniel Pomorski. Ale nadal jest to rock, rock pogodny, a chwilami radosny, który ujmuje naturalną prostotą, zaś niegłupie teksty wokalisty Kuby Kawalca przyciągają uwagę. Kuba w swoim pisaniu jest, a na pewno bywa poetą, jakby poetycka łaska Leopolda Staffa, który pod koniec życia mieszkał w Skarżysku-Kamiennej, spłynęła w części właśnie na niego. Słowa do piosenek „Taka woda” czy „W piwnicy u dziadka” są znakomite. Inni wokaliści – z wyjątkiem Nosowskiej, Kazika czy Grabaża – którzy próbują bawić się w tekściarzy, mogliby się uczyć od Kuby, lecz i tak są bez szans.
„Mów mi dobrze” to jedna z najbardziej optymistycznych, pacyfistycznych, a przy tym bezpretensjonalnych płyt w polskiej muzyce ostatnich lat. Bo jak tu się nie uśmiechnąć, gdy w ostatniej piosence słyszymy chóralne:
„my się nie chcemy
bić my się chcemy całować
a jeśli bomba to tylko witaminowa
a jeśli rewolucja to tylko seksualna (…)”?
Utwory happysad z „Mów mi dobrze” poprawiają nastrój i dostarczają dobrej energii, a pojawiająca sie tu i ówdzie lekka nuta melancholii tylko dodaje płycie smaku. Tak trzymajcie, chłopaki ze Skarżyska!
Grzegorz Kozera
-
http://nieznanahistoria.blox.pl ble1988
-
malarz
-
malarz


