Hanna Krall, „Różowe strusie pióra”, recenzja


Świat tworzą okruchy, drobiazgi, drobne cząstki i szczegóły przechowywane w ludzkiej pamięci – zdaje się mówić Hanna Krall swoją najnowszą książką „Różowe strusie pióra”. Książką niepozorną, wyciszoną i wspaniałą.

       

 

Jest to książka o tym, co ludzie do mnie pisali i mówili przez pięćdziesiąt lat – wyjaśnia autorka słynnego reportażu „Zdążyć przed Panem Bogiem”, który otworzył jej drzwi do literatury światowej. Na wydane przez Świat Książki „Różowe strusie pióra” składają się więc – ułożone chronologicznie od 1962 do 2008 roku – wypowiedzi (lub ich omówienia) oraz listy przyjaciół, znajomych, czytelników i bohaterów reportaży Krall. Sporo tu znanych postaci: Krzysztof Kieślowski, ksiądz Adam Boniecki, Jan Kott, Jan Karski, Leszek Kołakowski, Antonina Krzysztoń czy Włodzimierz Lubański, lecz są również tak zwani zwykli ludzie: prywaciarz, dróżniczka kolejowa, mieszkańcy polskich miast, a nawet… dwaj oficerowie operacyjni SB.   

 

Oczywiście, metodę lapidarium Hanna Krall zastosowała nie po raz pierwszy i za każdym razem ten sposób prowadzenia narracji sprawdza się w jej książkach. Bo z pozornego chaosu zdań wyłania się niezwykle wyraźny i przejmujący obraz świata, naszego świata, od czasów II wojny, poprzez PRL, aż do współczesności. Niektórzy bohaterowie nowej książki – ocaleni i świadkowie – wracają w swych wypowiedziach do Holocaustu, zawsze obecnego w twórczości Krall. Im bliżej czasów współczesnych, tym o Zagładzie w „Różowych strusich piórach” jest więcej. Jakby mistrzyni reportażu chciała jeszcze raz oddać głos tym, którzy mogą dać świadectwo i których jest coraz mniej.     

 

Grzegorz Kozera

Brak komentarzy