lip 13 2009

György Spiró, „Mesjasze”, recenzja

Opublikowany przez gk o godz. 08:00 w kategorii Literatura, Patronaty Salonu, Recenzje

Nad przypadkiem Andrzeja Towiańskiego niejednokrotnie pochylali się historycy literatury, polskich pisarzy nie ciągnęło, by literacko opisać wpływ, jaki założyciel Koła Sprawy Bożej wywarł na Adama Mickiewicza i polską emigrację po powstaniu listopadowym. Dopiero węgierski pisarz György Spiró odważył się napisać „Mesjaszy” – 800-stronicową historię Towiańskiego i jego wyznawców.

 

Odważył, bo powiedzmy sobie szczerze, kogo dzisiaj – poza specjalistami od epoki – obchodzą towiańczycy i romantyzm? Na dodatek, Węgier pisząc o Polakach, chyba nie liczył, że „Mesjaszy” (wyd. W.A.B.) przeczytają jego rodacy. Równie dobrze mógłby zakładać, że Polacy rzucą się np. na historię o węgierskim wieszczu Sándorze Petőfim, adiutancie gen. Bema.     

 

A jednak, nie licząc na poklask, Spiró stworzył dzieło poruszające, które każe nam inaczej spojrzeć na polską emigrację popowstaniową, a także na postać samego Wieszcza, którego pomnikowy wizerunek powielany jest w kolejnych podręcznikach. Ale Spiró nie szarga naszych narodowych świętości; sprowadził Mickiewicza z cokołu i pokazał jako człowieka, który zamiast tworzyć wielką poezję woli upowszechniać graniczące z szaleństwem idee swego mistrza, czyli Towiańskiego.   

 

Andrzej Towiański (1799 – 1878) pochodził z Wileńszczyzny. Był asesorem, gdy w 1828 roku doznał w Wilnie objawienia religijnego. Głosił m.in., że trzeba prawdziwie naśladować Jezusa Chrystusa, a do drugiego człowieka nie wolno żywić nienawiści, nawet jeśli jest wrogiem. Brzmi to bardzo po chrześcijańsku. Rzecz jednak w tym, że Towiański uważał się następcę Chrystusa i Napoleona, a do swojej mistyki, która za czasem stawała się coraz bardziej mętna, zamierzał przekonać papieża, Żydów oraz cara (zwłaszcza tego ostatniego nie mogła mu darować ta część emigracji, która nie przeszła na towianizm).   

  

W 1840 roku ten chrześcijański rewolucjonista zostawił majątek na Litwie i udał się do Paryża, by nawracać na nową wiarę polską elitę kulturalną. Robił to dość skutecznie, bo do jego sekty (tak trzeba to nazwać), oprócz Mickiewicza przystąpili m.in. Juliusz Słowacki, Seweryn Goszczyński czy prekursor fotografii Michał Szweycer.

 

Towiański i Mickiewicz pojawiają się często na kartach powieści Węgra, to jednak nie oni są najważniejszymi bohaterami. Tych jest co najmniej kilku, a wraz z nimi zmienia się perspektywa narracyjna. Na początku poznajemy historię jednego z wielu emigrantów, podporucznika Potrykowskiego (autor oparł się na jego dzienniku), potem do głosu dochodzi bohater zbiorowy, jeszcze później pojawia się Ksawera – nimfomanka oddająca się każdemu związanemu z towiańczykami, a więc Mickiewiczowi również, wreszcie Gerszon Ram, młody żydowski przechrzta, który z polecenia Towiańskiego spotyka się z papieżem Grzegorzem XVI.

 

Grupa skupiona wokół Towiańskiego jawi się nam w „Mesjaszach” jako sekta ślepo posłuszna swemu mistrzowi (zgoda na publiczną spowiedź!), owładnięta aż do obsesji jego naukami o ścieraniu się złych i dobrych duchów. Ale Spiro próbuje też zrozumieć emigrantów, tłumacząc ich podatność na towianizm samotnością i utratą ojczyzny. Sama ocena Towiańskiego nie jest w „Mesjaszach” jednoznaczna: mistyk, szaleniec, hochsztapler, niewykluczone, że agent Moskwy, lecz również człowiek głęboko wierzący. Być może najlepiej charakteryzuje go cytowany przez Spiró generał Skrzynecki: „Towiański to oszust, ale zaprowadził mnie z powrotem do Boga”.

 

„Mesjasze” nie są lekturą dla każdego czytelnika, lecz dla każdego polonisty powinny być lekturą obowiązkową.        

 

Grzegorz Kozera

 

Polskiemu wydaniu „Mesjaszy” patronuje salonkulturalny.pl

Brak komentarzy

Trackback URI | RSS komentarzy

Napisz komentarz