Donna Leon, „Krew z kamienia”, recenzja

Komisarz Guido Brunetti ma się dobrze, podobnie jak Donna Leon – to informacja dla wszystkich miłośników twórczości Amerykanki. Właśnie nakładem Noir sur Blanc ukazała się „Krew z kamienia”, nowy, warty przeczytania kryminał Leon z weneckim policjantem w roli głównej.

 

 

To już czternasta wydana w Polsce powieść kryminalna amerykańskiej pisarki, która mieszka w Wenecji od 1981 roku i akcję wszystkich swoich książek umieszcza w tym mieście.

 

W „Krwi z kamienia” na placu Santo Stefano zostaje zastrzelony czarnoskóry mężczyzna, jeden z wielu nielegalnych afrykańskich sprzedawców torebek i odzieży. Tożsamość zamordowanego jest nieznana, tak samo jak kraj, z którego pochodził. Świadkami zabójstwa są amerykańscy turyści, którzy jednak nie potrafią dokładnie opisać dwóch ludzi strzelających do Afrykańczyka.

 

Komisarz Brunetti podejmuje śledztwo, ustala nawet, że w mieszkaniu zamordowanego ukryte są diamenty ogromnej wartości, lecz wkrótce przełożony daje mu do zrozumienia, że dla dobra swojego i weneckiej policji nie powinien angażować się w tę sprawę…     

 

Podobnie jak we wcześniejszych powieściach, dla Donny Leon oprócz intrygi kryminalnej ważne jest tutaj tło społeczne opisywanych wydarzeń. Komisarz Brunetti, człowiek przyzwoity i uczciwy, staje w obliczu sił, wobec których jest bezsilny, a za którymi skrywają się skorumpowani politycy, urzędnicy, biznesmeni i niebezpieczni przestępcy. „Krew z kamienia” nie upiększa ani nie łagodzi rzeczywistości, dlatego jej lekturze musi towarzyszyć uczucie smutku.      

 

Grzegorz Kozera

Brak komentarzy