Diana Krall, „Quiet Nights”, recenzja

Rzadko w Salonie Kulturalnym zajmujemy się jazzem, ale przecież o tak znakomitej płycie, jak „Quiet Nights” Diany Krall nie możemy nie wspomnieć, bo zagryzłoby nas sumienie. Ten album powinien się spodobać nawet tym, którzy jazzu słuchają od święta albo wręcz za nim nie przepadają.

 

 

Nową płytę kanadyjskiej wokalistki wypełniają znane, klasyczne już ballady, w jazzowej aranżacji Clausa Ogermana, a sam dobór utworów gwarantuje wysoką muzyczną jakość. Możemy usłyszeć m.in. „Where or When” Rogersa i Harta z musicalu „Babes In Arms” (1937), bossanovę „The Girl from Ipanema” Jobima (1962), „Walk on By” Bacharacha (1963), „Guess I’ll Hang My Tears Out to Dry” Styne’a z repertuaru Franka Sinatry (1958), kolejną bossanovę Jobima „Quiet Nights” (1962) czy napisaną w 1933 przez Gorneya piosenkę „You’re My Thrill”.     

 

Diana Krall (prywatnie żona Elvisa Costello) śpiewa tak jak wygląda, czyli wspaniale. Jej niespieszny, prawie senny, a przede wszystkim bardzo zmysłowy wokal działa kojąco i zgodnie z tytułem, zapewnia spokojne noce. Kiedy się słucha „Quiet Nights”, najgorszy kryzys wydaje się mniej straszny. GK

2 komentarzy

  • Filip

    dlaczego brytyjskiej? przecież Krall pochodzi z Kanady.

  • gk

    Racja, pomyliłem się, urodziła sie w Kolumbii Brytyjskiej, ale jest Kandyjką. Dzięki, Filip. GK