Czarna tajemnica Hollywood

 ”Hollywoodland” to film zainspirowany jedną z najbardziej tajemniczych spraw w historii Hollywood.  Za scenariusz tego znakomitego dramatu posłużyła historia tajemniczej śmierci aktora George’a Reeves’a.

 

George Reeves (Ben Affleck), wielka gwiazda fabryki snów, któremu niebywałą popularność przyniosła tytułowa rola w serialu telewizyjnym „Przygody Supermana”, umiera w swoim domu na wzgórzach Hollywood 16 czerwca 1959 roku. Trafiony kulą gwiazdor pozostawia po sobie narzeczoną – aspirującą do tytułu gwiazdy Leonore Lemmon (Robin Tunney), oraz zszokowanych jego nagłą śmiercią fanów. Policja orzeka, że popełnił samobójstwo i zamyka sprawę. Jednak nieutulona w żalu matka, Helen Bessolo (Lois Smith), nie chce pozwolić, by zagadkowe okoliczności tej tragedii pozostały niewyjaśnione. Zaczyna szukać sprawiedliwości na własną rękę. Wynajmuje prywatnego detektywa, Louisa Simo (Adrien Brody), który znajduje ślad – być może klucz do zagadki. Reeves miał bowiem romans z Toni Mannix (Diane Lane), żoną jednego z szefów studia MGM, Eddiego Mannixa (Bob Hoskins). Jednak w Hollywood prawda i sprawiedliwość to rzadkość. Simo prowadzi niebezpieczne i pełne niespodzianek śledztwo, które zaczyna mieć ogromny wpływ na jego życie prywatne. Dowiaduje się także sporo o samym Reevesie.

 

 

Życie i śmierć Supermana

 

George Reeves urodził się 5 stycznia 1914 roku w stanie Iowa. Dorastając w Pasadenie w stanie Kalifornia, uprawiał amatorski boks i muzykował, wkrótce też zainteresował się aktorstwem i zaczął uczęszczać do Pasadena Playhouse. Szybko odnalazł tam swoje powołanie. Na scenie zadebiutował w 1935 roku i przez kolejne osiemnaście lat pojawiał się regularnie na deskach Pasadena Playhouse. Jedna z jego wczesnych ról spodobała się łowcy talentów z Hollywood, co zaowocowało w 1938 roku debiutem na dużym ekranie: Reeves zagrał Brenta Terltona w „Przeminęło z wiatrem„. Następne lata to kolejne role sceniczne i filmowe, m.in. w „Bohaterkach Pacyfiku”, wyreżyserowanych przez jego mentora, Marka Sandricha. Karierę przerwała mu służba wojskowa w czasie II wojny światowej. Po powrocie do Ameryki zastał już zupełnie inną sytuację. To był rewolucyjny okres w świecie kina. Przemysł filmowy musiał stawić czoło konkurencji nowego, prężnego medium, jakim stopniowo stawała się telewizja. W 1950 roku aktor przyjął propozycję zagrania Clarka Kenta/Supermana w niskobudżetowym godzinnym filmie telewizyjnym „Superman and the Mole-Man”. Reeves wywarł tak duże wrażenie na reżyserze Lee Sholemie, że zaproponowano mu dłuższą współpracę. W 1951 roku Reeves podpisał niezbyt intratny, ale za to wieloletni kontrakt na serial „Przygody Supermana”. Aktor zdawał sobie sprawę, że telewizja to nie ten sam prestiż, co kino, jednak ogromna popularność zrekompensowała mu zmianę statusu. Choć postać Supermana była już od wielu lat znana z komiksów, radiowych słuchowisk, filmów animowanych i dwóch seriali telewizyjnych, dopiero kreacja Reevesa nadała jej unikatowy charakter, który zaistniał w świadomości publiczności na całym świecie. Serial stał się obowiązkowym programem dla milionów dzieci, a jego bohater ich bezsprzecznym idolem. Wielki sukces pierwszej serii zaowocował kolejnym, dwudziestosześcioodcinkowym cyklem. Kolejne lata Reeves spędził na planie serialu. W sumie nakręcono 104 odcinki, Reeves wyreżyserował trzy z nich. Całe pokolenia oglądały premiery i powtórki „Przygód Supermana”. Związek Reevesa z postacią Supermana zaszedł jeszcze dalej. Kontrakt zobowiązywał go do publicznych występów w kostiumie superbohatera oraz spotkań z dziecięcą widownią, która chętnie sprawdzała jego prawdziwą siłę. Szczytowym momentem supermanomanii był specjalny odcinek łączący dwa najpopularniejsze seriale lat pięćdziesiątych: „Kocham Lucy” i „Przygody Supermana”, pt. „Lucy i Superman”. Ostatni nowy odcinek serialu pojawił się na antenie stacji ABC w kwietniu 1958 roku.

 

Żona mafiosa

 

Jeszcze zanim kariera Reevesa w roli Supermana na dobre się rozkręciła, nawiązał on romans z Toni Mannix, żoną jednego z szefów studia filmowego MGM – Eddiego Mannixa. Eddie, niegdyś gangster z New Jersey, podejrzany w kilku sprawach o morderstwo, podczas swojej kariery w Hollywood utrzymywał kontakty z mafią. Świetnie radził sobie z rozwiązywaniem problemów gwiazd, utrzymywaniem w tajemnicy przed prasą ich zatargów z prawem, sekretów i skandali. Małżeństwo Mannixów było dość niestandardowe i otwarte. Romans Toni i Reevesa stał się tajemnicą poliszynela, sprawą skrzętnie ukrywaną, ale ogólnie znaną. Toni była starsza od George’a o co najmniej osiem lat i mimo, że to on był gwiazdą, płaciła za styl życia, który go satysfakcjonował. W połowie 1958 roku Reeves porzucił ją jednak dla młodszej niby-gwiazdki, Leonore Lemmon. To załamało Toni i porządnie rozsierdziło Eddiego. Zaczynał się trudny okres dla Reevesa. Nie miał propozycji filmowych, a kolejne odcinki „Supermana” miały być kręcone nie wiadomo kiedy. Bezrobotny aktor rozważał nawet występy w wrestlingu. A Lemmon nieprzerwanie urządzała w jego domu przyjęcia. Tego poranka – 16 czerwca 1959 roku, była na parterze rezydencji, gdy George Reeves został zastrzelony we własnej sypialni. Miał 45 lat.

 

Oficjalnie stwierdzono, że popełnił samobójstwo, jednak po dziesięciu dniach dochodzenia odkryto w pokoju jeszcze dwie kule pochodzące z tej samej broni. Matka Reevesa, Helen Bessolo, nie uwierzyła w jego samobójstwo. Podjęła śledztwo na własną rękę. Mimo to, sprawa śmierci George’a Reevesa pozostaje do dziś dnia nierozwiązana. Helen Bessolo zmarła w 1964 roku, rok wcześniej odszedł Eddie Mannix, a jego żona Toni 20 lat później.

 

 

W pułapce Hollywood

 

Śmierć George’a Reevesa – ikony dla milionów widzów – to tajemnica niewyjaśniona od pięćdziesięciu lat. Jest jednak tak skrzętnie udokumentowana, że scenarzysta „Hollywoodland”, Paul Bernbaum, miał ogromny materiał faktograficzny. – Jako dzieciak żyłem „Przygodami Supermana”. Czytałem komiksy, oglądałem kreskówki. W postaci Reevesa było coś szczególnego – wspomina. – Wiedziałem, że gdyby Superman był prawdziwy, byłby dokładnie taki jak on. Przemówił do mnie i do każdego dzieciaka, który oglądał serial. Już jako dorosły, gdy spojrzałem wstecz na tę moją fiksację, nadal to coś dostrzegałem. Od lat chciałem napisać ten scenariusz.

- Reeves był barwną, zniewalającą i bardzo tragiczną postacią – przekonuje dalej scenarzysta. – Chciałem też udramatyzować jego niełatwą sytuację jako Supermana. Był aktorem, który chciał zostać gwiazdą. I stał się nią! Stał się gigantyczną gwiazdą, większą niż mógł to sobie wymarzyć – ale tylko dla dzieci. Choć wiedział, że bycie Supermanem zablokowało mu szansę innej kariery, zawsze pamiętał o tych milionach małych fanów. Nigdy ich nie zawiódł, dla nich zawsze był Supermanem, i to według mnie zrobiło z niego bohatera.

 

Reżyser Allen Coulter przeczytał scenariusz rok później. Gdy skończył, zadzwonił do swojego agenta, by mu oznajmić, że chce zadebiutować jako reżyser filmu fabularnego tym właśnie tytułem.

 

Podczas pracy nad filmem reżyser i producent nabrali niebywałego szacunku dla postaci Reevesa: – Moim zdaniem  Reeves cierpiał na poczucie wielkiego niespełnienia jako aktor. Miał problem z tym, że jest postrzegany nie jako poważny artysta, ale jako facet, który grał Supermana- mówił Coulter. – Wszyscy mamy pomysł na siebie do momentu, kiedy ten pomysł nie zostanie zweryfikowany przez życie. Reeves tak świetnie zaczął, ale kiedy wrócił z wojny, nie potrafił znów się wpasować w hollywoodzki system. Ponieważ zaczął jako trzydziestolatek, był uznawany za „trochę za starego” jak na Hollywood. Stał się wielki w innym medium, ale to go nie satysfakcjonowało, z pewnością też nie zarabiał takich pieniędzy, jak aktorzy, którzy teraz grają w filmach o superbohaterach.

 

Poszukując aktora do roli Reevesa twórcy chcieli znaleźć kogoś, kto będzie potrafił oddać te rozmaite strony osobowości gwiazdora. Ben Affleck okazał się idealny. – Reeves nie mógł być do końca sobą. Odkryłem, że kiedyś brał udział w wypadku samochodowym i zemdlał. Gazety napisały wtedy: „Superman mdleje na widok własnej krwi”. Ludzie byli wobec niego niezwykle obłudni, sadzę, że zasłużył na coś więcej. Ten kontrast mnie zaintrygował. Był bardzo sfrustrowany i smutny, ale wobec ludzi musiał być wiecznie wesoły – opowiadał aktor. -  Wziął tę robotę, żeby zarobić na życie i pracować. Był jednym z pierwszych aktorów, którzy odczuli na własnej skórze prawdziwą frustrację zaszufladkowania. Każdy, kto obejrzał program, czuł coś na kształt familiarnego porozumienia z bohaterem. Reeves musiał się czuć z tym niekomfortowo i niepewnie. Ludzie wymagali od niego, żeby faktycznie był Supermanem. Dla mnie „Hollywoodland” to film o tym, jak czcimy, a potem pożeramy ikony naszej kultury – podsumowuje Affleck.

 

 

W poszukiwaniu autentyzmu

 

Praca nad „Hollywoodland” wymagała od aktorów szczególnego zaangażowania. Ben Affleck przyznaje: – Nigdy nie przygotowywałem się do roli tak bardzo jak tym razem. Przytyłem 20 funtów. Na swoim odtwarzaczu MP3 miałem potężną bazę z nagranym głosem George’a. Chciałem się zagłębić w jego dźwięk, manierę, brzmienie. Poza tym, obejrzałem wszystkie 104 odcinki „Przygód Supermana” oraz wszystkie filmy, w których Reeves wystąpił. To było niezwykle inspirujące. On był naprawdę dobrym, naturalnym aktorem.

 

- Sądzę, że najbardziej interesujący są tacy bohaterowie, którzy mówią nam coś o naszych własnych problemach – mówił Adrien Brody, który w „Hollywoodland” wcielił się w rolę detektywa Louisa Simo. – Simo dotarł w swoim życiu do znanego chyba każdemu miejsca: gdy chcemy mieć poczucie, że wykonaliśmy nasz życiowy plan, ale prawdopodobnie nie zrobiliśmy niezbędnych kroków, by osiągnąć cel.

 

Nagrodzony Oscarem Adrien Brody nie ukrywa, że praca nad tą rolą była dla niego szczególnie inspirująca: – Simo bierze tę sprawę, żeby zrobić wrażenie, osiągnąć kolejny szczebel w swojej pracy, lecz nagle poprzez postać Reevesa odkrywa smutek. Ukazane w filmie dochodzenie przedstawia więcej niż jedną teorię. Wiele się spekulowało na temat śmierci Reevesa – kontynuuje Brody. – Głupia zabawa, czy samobójstwo? Dyskutowałem o tym z Allenem i ustaliliśmy, że powinno to być niedoprecyzowane. Mój bohater tego nie wie, stara się to dopiero odkryć.

Scenarzysta Paul Bernbaum dodaje: – Pojawiły się trzy teorie: samobójstwo, przypadkowe lub umyślne zastrzelenie przez Leonore Lemmon lub morderstwo na zlecenie Eddiego Mannixa. Chciałem w scenariuszu ukazać wszystkie trzy możliwości, każdą możliwie szczegółowo uzasadnić, tak aby publiczność po wyjściu z kina nie była pewna tego, co właściwie wydarzyło się tamtej nocy.

 

Brak komentarzy