Carsten Jensen, „My, topielcy” (recenzja)
Powieść współczesnego duńskiego pisarza Carstena Jensena „My, topielcy” przywołuje skojarzenia z „Moby Dickiem” Melville’a, „Na Zachodzie bez zmian” Remarque’a, powieściami Grassa, ale ma też w sobie protestancką surowość skandynawskiej literatury z przełomu XIX i XX wieku. Do tego ten epicki rozmach – książka liczy ponad 800 stron!
Powiedzieć, że literatura duńska jest popularna, byłoby przesadą – owszem znamy autora baśni Hansa Christiana Andersena, lecz to właściwie wszystko. Teraz warto zapamiętać nazwisko Carstena Jensena (ur. 1952), pisarza, eseisty i podróżnika, który pochodzi z portowego miasta Marstal.
To właśnie ludziom z Marstal poświęcona jest powieść „My, topielcy”. Początkowo można odnieść mylne wrażenie, że to kolejny utwór marynistyczny, rzecz zaczyna bowiem w 1848 roku od opisu krwawej bitwy pomiędzy niemieckimi i duńskimi okrętami. Potem jednak powieść – choć wracamy jeszcze na morze – zamienia się w chwilami okrutną i przygnębiającą sagę, której głównymi bohaterami są Laurids Madsen, jego potomkowie i oczywiście mieszkańcy Marstal. Całość kończy się w maju 1945 roku kapitulacją Niemiec.
Powieść „My, topielcy” zdobyła w Danii ogromną popularność, ale trudno przewidzieć, czy tak będzie w Polsce, kulturowo jesteśmy zupełnie innym narodem od Duńczyków i to w tej książce dobrze widać. Na pewno jednak utwór Jensena przypadnie do gustu miłośnikom opowieści o wilkach morskich. GK
-
http://www.fora4you.pl zajefajnyx
-
pablo

