Bardzo fajna płyta Nigela Kennedy’ego

 

A Very Nice Album” to tytuł najnowszej płyty Nigela Kennedy’ego (premiera7. lipca 2008). W nagraniu albumu udział wzięli znakomici polscy muzycy jazzowi!

 

 

Nigel Kennedy od wczesnego dzieciństwa wykonywał muzykę klasyczną. W okresie gdy ćwiczył swoje umiejętności gry na skrzypcach klasycznych w szkole Yehudi  Menuhin School w Surrey, wizyta skrzypka jazzowego Stephana Grappelliego, pozwoliła Kennedy’emu dostrzec szerszy potencjał muzyczny tego instrumentu.

- Grapelli przyszedł do szkoły kiedy miałem 11 czy 12 lat i to faktycznie sprawiło, że zainteresowałem się możliwościami skrzypiec w zakresie improwizowanych form muzycznych – wspomina Kennedy.

Nowy, podwójny album Kennedy’ego, o typowo charakterystycznej dla tego stylu nazwie „A Very Nice Album”, ukazuje najśmielszą, jak dotąd, wyprawę artysty w świat jazzu. Jego poprzednie dzieła, „Blue Note Sessions” (2006 r.) oraz „Nigel Kennedy Plays Jazz” (1999 r.), koncentrowały się na interpretacji kompozycji z repertuaru dawnych wirtuozów jazzu. Tym razem Kennedy jawi się nie tylko jako kompozytor, ale także improwizator.

- Nagrywając album „Blue Note Sessions”  w pewien sposób oznajmiłem światu swoje intencje - mówi artysta. – Była to fantastyczna okazja do współpracy z takimi muzykami jak Jack de Johnette i Ron Carter, oraz przyjrzenia się ich niezwykłemu podejściu do muzyki.

„A Very Nice Album” jest dowodem na niebywały przypływ kreatywności, który utrzymuje Kennedy’ego na fali. Ostatnio artysta stworzył dwie płyty z muzyką klasyczną wydane przez wytwórnię EMI, Polish Spirit, na której muzyk stara się odświeżyć polskie koncerty skrzypcowe oraz album z koncertami skrzypcowymi Beethovena i Mozarta.

Obie płyty, na których pojawia się Polish Chamber Orchestra, której dyrektorem artystycznym jest właśnie Kennedy, cieszą się entuzjastycznymi recenzjami, nawet wśród krytyków znanych z tego, że krzywo patrzyli na niektóre niekonwencjonalne wybory, jakich w swojej karierze dokonał Kennedy.

Tymczasem, praca artysty z zespołem polskich muzyków jazzowych zwerbowanych w jego przybranym mieście rodzinnym, Krakowie zaowocowała zupełnie innym albumem – płytą „A Very Nice Album”.

- Kraków jest sercem polskiej sceny muzyki jazzowej, cenionym na całym świecie – zwraca uwagę artysta. – Można tu spotkać muzyków jazzowych grających przez całą noc, a mnie zdarzyło się nawet mieszkać 200 metrów od klubu jazzowego. Każdego „swojego” muzyka wybrałem ze względu na jego szczególne zdolności, a zespół wydaje się naprawdę dobrze zgrany. Gramy razem cztery do pięciu miesięcy w roku, a resztę czasu zespół poświęca na współpracę z muzykami z Polski lub z innych krajów.

„A Very Nice Album” oferuje mnóstwo możliwości zaistnienia każdemu z polskich muzyków, począwszy od pełnych kreatywności rytmów tworzonych przez perkusistę Pawła Dobrowolskiego i basistę Adama Kowalewskiego aż po płynną grę solo pianisty Piotra Wyleżoła i silny tenor saksofonu Tomasza Grzegorskiego. Oczywiście to lider grupy jest osobą z oświetloną tabliczką ze swoim nazwiskiem nad drzwiami, a na płycie „A Very Nice Album” Kennedy łapie każdą okazję, żeby błyszczeć.

- To pierwszy w tym 10-letnim okresie album, jaki stworzyłem z mojego własnego materiału i zdaje się, że to idealny moment w moim życiu na takie posunięcie” stwierdza Kennedy.  - Materiał jest dość obszerny, ale nie miałem żadnego określonego pomysłu co do tego, jak ten album powinien wyglądać. To po prostu zbiór piosenek, które napisałem w przeciągu trzech czy czterech tygodni, kiedy wyjechałem do małego domku w polskich górach. Znajdzie się tam zatem trochę niby-rockowego i pseudo-bluesowego materiału, a nawet kilka ‘łacińskich’ stylów pozostawiających melodyjnym solówkom wiele swobody.

Patrząc w przeszłość Kennedy przypomina sobie swoją nauczycielkę gry na skrzypcach ze szkoły Juilliard School w Nowym Jorku, Dorothy DeLay i to, jak ostrzegała go przed niebezpieczeństwami wiążącymi się z graniem jazzu, kiedy Stephane Grappelli zaproponował muzykowi wspólny występ w Carnegie Hall. – Powiedziała „Nie graj jazzu, bo kiedy usłyszą cię ludzie od nagrywania albumów, twoja kariera muzyka klasycznego momentalnie się skończy” – wspomina artysta.

Ale zapalczywy szesnastolatek wiedział, że koncertowanie z Grapellim było zbyt cenne, żeby je odrzucić.

- Na krótszą metę wydaje się, że moja nauczycielka miała rację przewidując mini-katastrofę, ale oto jestem tutaj, w studio nagraniowym, i tworzę dokładnie taką muzykę, jaką chcę – mówi Nigel Kennedy.

 

 

 

 

Brak komentarzy