Arkadij Babczenko, „Dziesięć kawałków o wojnie”, recenzja

 

„Ta książka to jeden z najgłośniejszych w ostatnich latach antywojennych protestów – tak ocenił brytyjski tygodnik „The Economist” debiut Arkadija Babczenki. Książka „Dziesięć kawałków o wojnie. Rosjanin w Czeczenii” ukazała się właśnie w Polsce, nakładem wydawnictwa WAB. Szokująca, wstrząsająca, okrutna, ale na pewno warta przeczytania.

 

 

 

Arkadij Babczenko, rosyjski dziennikarz, został powołany do wojska w czasie pierwszej wojny czeczeńskiej i trafił na front. W 1998 r. wrócił do Moskwy by dokończyć studia prawnicze. Rok później zgłosił się na ochotnika i wyjechał na drugą wojnę czeczeńską. „Dziesięć kawałków o wojnie”  to książka nie tyle o wojnie w Czeczeni, co o nim samym i jego kolegach, rodzaj autobiografii, wspomnienia, w stylistyce bliska reportażowi. To także studium psychologiczne osiemnastolatków, których wejście w dorosłość było wejściem w piekło wojny.

 

Książka Babczenki wpisuje się w nurt światowej literatury antywojennej, znajdziemy w niej takie samo przesłanie jak w „Na Zachodzie bez zmian” Remarque’a, „Nagich i martwych” Mailera czy „Cienkiej czerwonej linii” Jonesa.

 

Bezsens wojny, jej traumatyczny wpływ na ludzką psychikę nie są jednak w „Dziesięciu kawałkach o wojnie” najważniejszym motywem. Babczenko pokazuje przede wszystkim degenerację i upadek człowieka, który znalazł się w zamkniętym kręgu okrucieństwa. Pod tym względem zbliża się do literatury obozowej i łagrowej. Ciągłe bicie, głód, stały lęk przed śmiercią, brak możliwości ucieczki – to realia rosyjskiej armii, przerażająco identyczne z rzeczywistością łagrową. Najbardziej okrutnym wrogiem nie jest czeczeński bojownik, podrzynający gardło, tylko człowiek noszący taki sam mundur. W rosyjskiej armii rządzi bowiem fala w najbardziej ekstremalnym wydaniu. Bicie – kijem, łopatą, krzesłem – jest na porządku dziennym, biją starsi żołnierze, oficerowie, dowódcy, bije się do utraty przytomności, okaleczenia, bije się każdej nocy. Tak wygląda frontowa rzeczywistość. Jeśli do tego dodamy pijaństwo, złodziejstwo na niewyobrażalną skalę i porażającą nędzę mamy obraz rosyjskiej armii w Czeczenii.

 

„Dziesięć kawałków o wojnie” to książka, która szokuje – okrucieństwem, przemocą, językiem. Najbardziej wstrząsająca jest jednak świadomość, że nie ma w niej ani krzty literackiej fikcji. Zezwierzęcenie i upodlenie człowieka, strach, ból, krew – nic z tego nie jest udawane. I nie trzeba znać życiorysu autora, aby nie mieć co do tego żadnych wątpliwości. Już od pierwszych stron czujemy, że mamy do czynienia z książką – świadectwem, wyjątkowym dokumentem, napisanym z dziennikarskim obiektywizmem. Babczenko nie epatuje celowo przemocą, on po prostu opisuje to, co widział i czego doświadczył.  

 

Za „Dziesięć kawałków o wojnie” dziennikarz otrzymał w 2001 roku nagrodę specjalną „Za odwagę w literaturze”, przyznawaną w ramach rosyjskiej nagrody literackiej „Debiut”. To wyjątkowe wyróżnienie – po lekturze książki Babczenki – staje się w pełni zrozumiałe. Trzeba wyjątkowej odwagi, żeby pisać tak bezkompromisowo i szczerze, a przede wszystkim aby sięgnąć do swoich najbardziej traumatycznych wspomnień. I to nie z chęci szukania dla siebie usprawiedliwienia, ale wyłącznie, żeby dać świadectwo prawdzie. I za to dziennikarzowi Arkadijowi Babczence należy się najwyższy szacunek. Bo Arkadijowi Babczence – żołnierzowi możemy tylko współczuć.

Dariusz Materek

Brak komentarzy