Archive, „Controlling Crowds”, recenzja

Płytą „Controlling Crowds” powróciła grupa Archive i chociaż w swej muzyce nie dokonała niczego nowego, jest to powrót w bardzo dobrym stylu.
Archive, brytyjski zespół najbardziej kochany przez Polaków i Francuzów, początkowo grał trip-hop, by następnie dokonać wolty i przejść na progresywny rock, kojarzony z dokonaniami Pink Floydu i Radiohead. W Polsce największym przebojem Archive stał się utwór „Again” z albumu „You All Look The Same To Me” (2002), który na ostatnim Topie Wszech Czasów radiowej Trójki zajął siódme miejsce (rozdzielił dwa nagrania Floydów). Ci, którzy pokochali Archive za muzykę ze wspomnianej płyty oraz z „Ligths” (2006), nie zawiodą się „Controlling Crowds”.
Nowy krążek jest kontynuacją brzmienia z ostatnich lat, lecz nie jest to nudna kontynuacja. Wprawdzie przywołanie Floydów znów staje się nieuniknione, a kompozycja „Bullets” sprawia, że nasze myśli krążą wokół „Idioteque” Radiohead, ale, uwaga! Założyciele Archive Darius Keller i Danny Grifiths zwrócili się też ku własnej przeszłości, jakby chcieli przypomnieć, że w ich romantycznych duszach pozostały ziarna gniewu. Na albumie słyszymy więc aż trzy trip-hopowe utwory, w których rapuje Rosko John, znany z tego, że był raperem… na debiutanckiej płycie Archive „Londonium” z 1996 roku. Czas zatoczył koło. A oprócz Rosko, na „Controlling Crowds” wokalistami w tradycyjnym rozumieniu są Maria Q., Pollard Berrier i Dave Pen.
Dzięki „Controlling Crowds” fani Archive otrzymują ponad 70 minut świetnej muzyki, w którą można się wsłuchiwać, nie obawiając się znużenia.
Grzegorz Kozera
-
Axis
-
http://www.bialafabryka.blogspot.com Krzysztof
-
M.

