Archeolog na wykopaliskach literatury
Andrzeja Pilipiuka nikomu przedstawiać nie trzeba. Pisarz od lat święci literackie triumfy, zdobywa nagrody i – co najważniejsze – nowych czytelników. Nam opowiedział o swoich pisarskich początkach i planach wydawniczych.
Pierwsze pytanie jest dość typowe, ale trzeba je zadać. Proszę opowiedzieć jak wyglądały początki pańskiego pisarstwa.
– Miałem sześć lat gdy mój Dziadek po raz pierwszy zanotował na dwu kartkach moje bajdurzenia. Trudno jednak nazwać to pracą samodzielną – moje opowiadanko było zręczną kompilacją wątków z dobranocki. Po raz drugi „sięgnąłem po pióro” w piątej klasie podstawówki. Pod wpływem wysoce idiotycznego snu napisałem wówczas pierwsza wersję tekstu „Hotel pod Łupieżcą”. W lutym 1986 roku mając niespełna 12 lat zabrałem się za pisanie pierwszej wersji „Norweskiego dziennika”. Dziewięć lat później namówiony przez Pawła Siedlara zabrałem się do pisania krótkich opowiadań. W sierpniu 1995 roku na wykopaliskach w Płocku machnąłem cztery pierwsze opowiadania o Jakubie Wędrowyczu, a potem jakoś się to wszystko dalej potoczyło
Jakie lektury miały na Pana szczególny wpływ?
– Trudno ocenić. Bardzo lubiłem czytać Julesa Verne, potem sięgnąłem po twórczość Kiryła Bułyczowa i Nodara Dumbadze. Myślę, że ci trzej autorzy wywarli na mnie największy wpływ. W wieku lat nastu sięgnąłem po „pajęczynę” Michała Markowskiego i pierwsze książki Wiktora Suworowa. Prawie dobiegając trzydziestki poznałem prozę Aleksandra Grina. Trudno ocenić czy mogę ich z czystym sumieniem polecić – nie każdemu spodoba się taki akurat zestaw.
Czy studia archeologiczne jakoś pomagają Panu w pisaniu książek?
– Trochę. Czasem wrzucę jakąś informację zapamiętaną ze studiów. Czasem przewinie się gdzieś postać archeologa. Dużo istotniejszy jest fakt, że studia nauczyły mnie jak szukać potrzebnych informacji. Jeśli potrzebuję ciekawego epizodu historycznego, czy realiów życia w danej epoce jestem w stanie coś wygrzebać. Studia były dla mnie przede wszystkim czasem podstawowej formacji intelektualnej – w szkole podstawowej i w liceum nie bardzo miałem z kim pogadać. Na archeologii nadrabiałem wieloletnie zaległości.
Którą swoją książkę uważa Pan za swój największy sukces pisarski?
– To też trudno ocenić. Trylogia o kuzynkach Kruszewskich to chyba najlepsze co do tej pory napisałem – ale nie uważam tego za jakiś wielki sukces – ciągle jeszcze nabieram wprawy.
Jakie ma Pan zainteresowania poza pisarstwem?
– Trochę czytam, grzebię w historii Wojsławic, staram się w miarę na bieżąco śledzić co ciekawego kopią polscy archeolodzy.
Nad czym Pan obecnie pracuje?
– Mam kilka projektów na warsztacie. W planach mam dwie powieści jedną satyryczną, drugą trochę bardziej „na poważnie”. W dalszych planach mam kilkutomowy cykl powieściowy pt. „Oko Jelenia”.
Rozmawiała: Anna Dąbrowska
ANDRZEJ PILIPIUK – ur. w 1974 roku, z wykształcenia archeolog, z zamiłowania pisarz, publicysta, niezależny historyk i poszukiwacz meteorytów. Debiutował w 1996 roku na łamach „Fenixa” opowiadaniem „Hiena” – otwierającym cykl opowieści o losach i przygodach Jakuba Wędrowycza, degenerata, bimbrownika i egzorcysty. W ciągu ostatnich pięciu lat powstało przeszło 60 utworów powiązanych z postacią tego bohatera, które przyniosły Pilipiukowi sławę oraz uznanie czytelników w Polsce i Czechach. Zostały one zebrane w zbiorach: „Kroniki Jakuba Wędrowycza”, „Czarownik Iwanow”, „Weźmisz czarno kure…”, „Zagadka Kuby Rozpruwacza”, „Wieszać każdy może”. W 2003 roku ukazała się powieść o alchemiku Sędziwoju, kuzynkach Kruszewskich i księżniczce Monice, zatytułowana „Kuzynki”. Rok później czytelnicy mogli ponownie spotkać się z czwórką niezwykłych bohaterów w „Księżniczce”. Cykl o kuzynkach Kruszewskich zamykają „Dziedziczki”, wydane w 2005 roku.

