paź 23 2009
Andrzej Bart, „Rewers”, recenzja
O najnowszej powieści Andrzeja Barta „Rewers” (W.A.B.) było głośno jeszcze przed jej wydaniem. Wszystko za sprawą filmu Borysa Lankosza – zdobywcy głównej nagrody na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Filmowy „Rewers” oparty jest na scenariuszu Andrzej Barta, następnie przemienionym przez autora w powieść, którą szybko i dobrze się czyta.
Akcja „Rewersu” rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych – na początku lat 50. XX wieku i współcześnie. Główną bohaterką jest Sabina, w latach 50. redaktorka w wydawnictwie literackim. Widzimy też Sabinę na początku XXI wieku – to dystyngowana starsza pani, która oczekuje na przylot syna ze Stanów. Ale przeszłość jest w powieści Barta ważniejsza. Niespełna trzydziestoletnia Sabina, mieszkająca w Warszawie z matką i babcią, nie ma jeszcze męża, a czas ucieka. Podobają jej się dyrektor wydawnictwa i poeta, którego wiersze przygotowuje do druku, także matka podsyła jej kolejnego kandydata na męża. Kobieta nie może się jednak zdecydować, aż do chwili gdy w jej życiu pojawi się czarujący i wyjątkowo przystojny Bronisław. Sytuacja, w jakiej znajdzie Sabina, okaże się wyjątkowo trudna…
Już po tym wprowadzeniu widać, że w porównaniu z poprzednią powieścią Barta, świetną „Fabryką muchołapek” o łódzkim getcie, ciężar gatunkowy „Rewersu” jest lżejszy. Nową książkę autora „Don Juan raz jeszcze” można nazwać powieścią obyczajową, z elementami tragedii i kryminału. Do tego dołóżmy specyficzne poczucie humoru autora, chwilami bliskie czarnemu humorowi Rolanda Topora. Łatwo się też zorientować, że Andrzej Bart lubi swoje trzy bohaterki i ta sympatia udziela się czytelnikowi. Do tego stopnia, że jesteśmy im w stanie wiele wybaczyć.
Dodajmy, że swoją premierę powieść „Rewers” będzie miała 28 października, a do kin film Borysa Lankosza wchodzi 6 listopada. Natomiast 30 października w sprzedaży pojawi się płyta z muzyką, skomponowaną do filmu przez Włodka Pawlika.
Grzegorz Kozera
Patronat nad wydaniem „Rewersu” objął SalonKulturalny.pl
Książka dostępna jest jako e-book w Księgarni eClicto.


Jest jeszcze jeden problem. Rozumiem istotę czarnego humoru i kilka takich sytuacji bardzo śmiesznych udało się w tym filmie pokazać. Mnie też śmieszyły. Problem filmu leży w braku przesłania. Myślę, że to mogą wyśmiać “Oscarowcy”. Śmichy chichy z tego, że ktoś za zło złem odpłacił. Gdyby to był Monty Python to ten lovelas z bezpieki powinien jeszcze wstać z tej wanny i powiedzieć wszystkim “Hello”. Ale to nie był Monty Python i cała sytuacja w ogóle nie była śmieszna. Wymuszanie zrozumienia dla biednej staruszki, która zapala świeczkę dla kogoś kogo sama zamordowała to tani chwyt. A z dziecka wychowanego przez samotną matkę najłatwiej od razu zrobić pedała. Bardzo to wszystko na skróty, niestety. Może do przyjęcia dla ludzi bezrefleksyjnych. Mam nadzieję, że Akademia Amerykańska tego nie kupi, a jak kupi to sama wystawi sobie opinię.
Niewiarygodny kicz,głównie dzięki scenarzyście. Jeśli tak będziemy opowiadać o latach stalinowskich…no, no… Szkoda dwu aktorek : Anny Polony i Krystyny Jandy. Agata Buzek nie tylko nie ma nawet cienia urody ( bezrzęse oczy o rybim wyrazie, nos jak rączka od parasola ), ale jest kompletnie pozbawiona talentu.
Ot, stary cwaniak Bart napisał bajeczkę o stalinizmie dla żółtodzioba, z talentem, Lankosza. No i mamy “arcydzieło”.