Adele, „21”, recenzja
Płyta „21” jest drugim krążkiem 21-letniej Angielki o imieniu Adele. Adele, której pełne nazwisko brzmi Adele Laurie Blue Adkins, jest wokalistką soulową i jazzową, choć tego ostatniego po wysłuchaniu „21” akurat byśmy nie powiedzieli. Ale dziewczyna bez wątpienia głos ma świetny.
O Adele świat usłyszał w 2007 r., gdy została laureatką cenionej w muzycznym świecie BRIT Award. Rok później nagrała debiutancki album „19”, za który w 2009 r. została wyróżniona podwójną Nagrodą Grammy – w kategoriach najlepszy nowy artysta i najlepsze żeńskie wykonanie utworu pop.
Krytycy rozpływają się w zachwytach nad nowym dziełem utalentowanej dziewczyny i co tu dużo mówić – mają rację. Nam również ta płyta się bardzo podoba, jako całość, od pierwszego do ostatniego utworu. Słychać tu soul, pop i bluesa, a wszystko w odpowiednich proporcjach. Przeważa spokojny, balladowy nastrój, choć jeśli trzeba, artystka potrafi okazac ekspresję. Adele jest współautorką prawie wszystkich kompozycji, wyjątek to „Lovesong” z repertuaru zespołu The Cure, znakomity zresztą cover.
Nie wiemy, czy za oceanem docenią Adele, ale pewnie tak, gdyż jej nowa płyta jest lepsza od tej debiutanckiej. W Europie już radzi sobie bardzo dobrze – w Wielkiej Brytanii w ciągu tygodnia kupiło ją ponad 200 tys. osób, a w Holandii – 100 tys. Na polskiej Oficjalnej Liście Sprzedaży krążek „21” jest na razie na dziewiętnastym miejscu, ale mamy nadzieję, że wkrótce znajdzie się w czołówce. Jest tego warty.
Adam Topola


