„Pająk z Góry Katsuragi” – fragment
„Pająk z Góry Katsuragi” to powieść sensacyjno-szpiegostwa, której autorami są Mirosław M. Bujko i Waldemar J. Dziak. Akcja książki rozgrywa się współcześnie w ostatnim bastionie komunizmu, czyli w Korei Północnej. Premiera 12 sierpnia, u nas dzisiaj fragment powieści.
Mirosław M. Bujko, Waldemar J. Dziak
„Pająk z Góry Katsuragi” – fragment
Plaża na Cuszimie, kilka kilometrów na północ od portu w Izuhara. Koniec sierpnia 1998
– Naprawdę. Dobrze, że cię tam nie było. Po co miałbym ci wciskać taki kit? – Mocował się z opornym trampkiem, skacząc na jednej nodze, aż w końcu stracił równowagę i opadł siedzeniem na mokry piasek. Po kilkugodzinnym marszu w upale przepocona skarpeta zrolowała się i but za nic nie chciał się zsunąć ze stopy. Dziewczyna nie miała takich problemów. Być może dlatego, że była bardzo szczupła, upał nie dawał się jej we znaki. Nie pociła się i wyglądała świeżo. Nie miała też na nogach sportowego obuwia i skarpetek. Wystarczyły jej lekkie plastikowe sandałki, w których równie dobrze można wejść do wody i które świetnie chronią stopy przed ostrymi krawędziami koralowca. Zazdrościł jej tej świeżości i wdzięku, z jakim nosiła płócienne szorty ledwie zakrywające smagłe, jeszcze dziewczęce pośladki, i tego, że mimo swych ledwie piętnastu lat potrafiła tak dojrzale ignorować jego ból i manifestowaną pretensję. Postukała czubkami sandałków i otrzepała stopy z wysychającego piasku. Sięgając za siebie, ściągnęła bez wysiłku marynarską koszulkę, a on tłumiąc szalone bicie serca, zerkał zemocjonowany na jej chłopięce, płaskie piersi pod pretensjonalnym stanikiem, na którego drukowanym materiale pyszniły się żółte kwiaty chryzantemy. Gdy wstała i zdjęła szorty, zorientował się, że majteczki, choć niewątpliwie kąpielowe, należą do innego kostiumu, miały bowiem inny wzór.
Ayi zupełnie to nie przeszkadzało. Strój, konwenanse i wygląd nie miały dla niej – odkąd ją znał – najmniejszego znaczenia. Położyła szorty na małym brezentowym chlebaku. Wiedział, że są w nim okulary słoneczne, których nigdy nie zakładała, książka i mała butelka wody mineralnej. Wciąż ta sama z nienaruszonym zamknięciem, bo Aya piła tylko w domu, nawet wtedy, gdy upał stawał się nieznośny. Chciała ruszyć w kierunku morza, ale ją zatrzymał.
– To jest naprawdę możliwe. Naprawdę – powtórzył z naciskiem. – Czułem zapach…
– Jaki znowu zapach? – zainteresowała się szczerze, ale nie zdobył się na to, by spojrzeć jej w oczy.
– Popuścił w gacie… ze strachu… żebym tak skonał – powiedział, patrząc w bok. Nie musiał zmyślać, bo tak właśnie się stało. Tego dnia Yoshitaka istotnie nie wytrzymał napięcia i skoczył dopiero wtedy, gdy instruktor znacząco położył mu dłoń na ramieniu. Nie tyle nawet położył, co delikatnie zepchnął nią spoconego z przerażenia chłopca z pomostu wieży spadochronowej. – A tam na dole, jak lądował, to na pewno…
– Na pewno co? – zaciekawiła się, skręcając sztywne włosy o granatowym połysku w węzeł, który zmieściłby się pod kąpielowym czepkiem z lateksu. Ramiona miała szczupłe i smagłe, a poruszające się pod skórą drobne, wytrenowane mięśnie pełzły w kierunku niezbyt dokładnie ogolonej pachy, niczym myszy zamknięte w płóciennym worku.
– Dokończył…
– Jesteś obrzydliwy. – Aya upchnęła wreszcie włosy pod czepkiem i uważnie spojrzała na niego niezwykłymi szarymi oczami. – Nawet gdyby rzeczywiście mu się to przytrafiło, to przecież nic dziwnego. Ta wasza wieża ma ze dwadzieścia metrów…
– Dwadzieścia pięć! – skorygował.
– Ty nigdy się nie bałeś? – Perłowoszare oczy o bardzo białych, przeraźliwie białych gałkach, na których widać było tylko kilka delikatnych, ledwo zauważalnych bladokrwistych żyłek, wpatrywały się w niego spod kąpielowego czepka tak, że wydawało mu się, iż Aya zagląda mu do środka mózgu. Jak można mieć takie dziwne oczy?
Chciał powiedzieć, że nigdy, ale się zreflektował.
– Umiem odsunąć od siebie strach, a nawet trochę mnie on podnieca. Po prostu się nie zastanawiam. Spróbuj kiedyś. To tak, jakbyś chciała sama sobie dać mocnego klapsa. Na przykład w udo… – zademonstrował, prężąc dłoń. – Tak z całej siły. Najpierw boisz się bólu, a potem, jak się zdecydujesz uderzyć, to w ogóle o tym nie myślisz. Później piecze… ale jest przyjemnie… – Nie musiał kończyć, bo usiadła znów na piasku i tak jak to pokazał, z całej siły trzepnęła się płaską dłonią w udo. Natychmiast pojawił się tam czerwony, nieładny placek. – Widzisz! – zatriumfował, kiedy nawet się nie skrzywiła. – To naprawdę może być przyjemne.
– Masochista… Jesteś zboczony. – Uśmiechnęła się z politowaniem, ale zaraz w jej szarym spojrzeniu pojawił się cieplejszy odcień. – Nie musisz mi go tak obrzydzać. Yoshitaka znaczy dla mnie tyle co ten żuczek. – Czubkiem plastikowego sandałka pokazała w stronę plażowego pancernego wojownika, raźno pokonującego stromizny naniesionego przez ciepły wiatr piasku. – Dobrze tańczy. I tyle. A ty zaraz musisz być zazdrosny. Zatańczyłam z nim raptem dwa razy. Nawet mnie nie pocałował…
– Nie całowaliście się? – ucieszył się, choć w jego spojrzeniu odbiło się niedowierzanie.
– Nie. Nie i nie. Głupku. Jeśli chcesz wiedzieć, to pierwszym chłopakiem, któremu dam się pocałować i w ogóle, będziesz ty. Mimo że jesteś moim bratem i jesteś taki rozczulająco głupi. Ale kocham cię i nie musisz być o nikogo zazdrosny. Zrozumiałeś?
Zrobiło mu się jeszcze bardziej gorąco i czuł, że się rumieni. W pierwszym odruchu szczeniackiego szczęścia najchętniej fiknąłby kozła, ale to, co w jego naturze osiągnęło już pewną dojrzałość, kazało mu przyjąć deklaracje dziewczyny dostojnie, z miną przełożonego świątyni shinto odbierającego noworoczne życzenia od akolitów. W rzeczywistości i na szczęście był jej przyrodnim bratem. Dziesięć lat temu pani Ueto, matka Ayi, zgodziła się poślubić jego walniętego starego, czyli powszechnie szanowanego pana Ishigaki – wysokiego urzędnika Ministerstwa Obrony. Kazała się długo prosić. I nic dziwnego. Była wtedy i pozostała piękną kobietą. Prawie tak piękną jak Aya. I pochodziła z bardzo dobrej rodziny. A szanowny pan Ishigaki, czyli jego walnięty, kochany staruszek, mógł jej zaoferować jedynie dostojeństwo i wcale niemałe apanaże swego stanowiska oraz dość podejrzaną, najprawdopodobniej chłopską genealogię. Ale dobrze się stało, że w końcu uległa jego elokwencji i pieniądzom. W przeciwieństwie do swej uroczej mamusi, która była najbardziej wyrozumiałą i przyjacielsko nastawioną macochą świata, Aya przez dobre kilka lat wspólnego dorastania traktowała równolatka Yumę zimno i pogardliwie. Zmieniło się to dopiero rok temu. Raptem przestała manifestować swoją wyższość, a jej chłód zaczął tajać jak marcowy śnieg na wyżynach Hokkaido. Okazywała przyrodniemu bratu serdeczność i ciepło. Odczuwał to na każdym kroku i dopiero teraz uświadomił sobie, jak wiele ich dzieli. We wszystkich swoich działaniach Aya objawiła mu się nagle jako osoba zupełnie dorosła… przeraźliwie dorosła i dojrzała wobec jego wciąż szczeniackich, smarkatych zagrań. Takich jak obecne. Ale przecież ten przylizany, irytująco przystojny głupek Yoshitaka naprawdę popuścił w gacie przed skokiem. No, ale jeśli się nie całowali, można mu wybaczyć, że tańczył z Ayą (szło mu to, trzeba przyznać, całkiem nieźle).
– Naprawdę mnie kochasz? Aya… – Było mu gorąco i gdzieś w tyle głowy, a może w uszach, czuł coraz silniejsze łomotanie pulsu.
– Jesteś przecież moim braciszkiem. Jak mogłabym cię nie kochać? – przeciągnęła ostatnie sylaby, a Yuma nie wyczuł kpiny. Przysunął się do niej po piasku i zamknął jej drobne przeguby w swoich ciepłych, niecierpliwych dłoniach.
– To znaczy… – Jakby się bał, że spłoszy jej ulotną łaskawość dla jego szczenięctwa, nie zdobył się na to, by podnieść wzrok. Wydawało mu się to nadmiernym zuchwalstwem. Mimo że potrafił być hałaśliwy i wulgarny, był z natury delikatny i nieśmiały.
– To nic nie znaczy – ucięła. – Ale… Jeśli ci bardzo zależy, możesz mnie pocałować.
Sądził, że (tak jak to widział na amerykańskich filmach) zamknie oczy. Aya jednak najwidoczniej chciała widzieć, jak się do tego zabiera. Bał się, ale to, co było w nim pomysłem, świeżością, ciekawością życia, podpowiedziało mu, co ma robić. Bo Yuma jeszcze nigdy nie całował się z dziewczyną.
Obserwowała go z matczyną, jak mu się zdawało, czułością, gdy złożywszy spierzchnięte od wiatru i słońca wargi, zbliżał twarz do jej twarzy. Życzliwie wyszła mu naprzeciw, by nie czuł się śmieszny i osamotniony w swoich próbach. Jej wargi nie były ani tak suche, ani tak sterylne jak jej ciało. Były ciepłe i pełne. Chłopiec myślał, że (znów jak na amerykańskich filmach) kochankowie łączą się wargami i tak trwają. Tymczasem, ku jego zaskoczeniu, język Ayi zapytał o przyzwolenie i Yuma posłusznie rozchylił spękane, słone wargi. To było definitywne zakończenie sztubackiego, pełnego przepychanek okresu ich siostro-braterstwa, bo język Ayi pachniał tajemnicą i podnieceniem, które on, chłystek i niedoświadczeniec, doskonale odbierał swoim stremowanym i nieruchawym.
– O, Amaterasu! – sapnęła z irytacją, wyczuwając jego tremę i to, jak twarde stają się jego barki pod nakryciem jej delikatnych dłoni. – Rozluźnij się – powiedziała, ledwo odsuwając wargi. – Jak będziesz taki spięty, nigdy się dobrze nie pocałujemy… Tak lepiej – wymruczała usatysfakcjonowana, czując, że Yuma się stara.
Chłonął tę chwilę całym sobą, wszystkimi swoimi marzeniami i oczekiwaniami, i miał wrażenie, że dzieje się z nim coś absolutnie niesamowitego. Ogarnęła go euforia. Był tak podniecony, że wydawało się, że cienki elastil jego kąpielowych majteczek trzaśnie lada moment. Niczym wyczulony na wybuchające zarzewie ognia strażak, Aya zareagowała bezbłędnie, gasząc jego pożądanie nie tyle doświadczoną, co przewidującą dłonią.
– Ciii… malutki… spokojnie – szeptała, a Yumie wydawało się, że to syczy złośliwa, jadowita żmijka. Gdy wyczuła, że jest tak podniecony, że mimo nieśmiałości gotów jest zabrać się do dzieła, odsunęła go delikatnie, ale stanowczo. Raptem zawisł śmiesznie w pustej przestrzeni pomiędzy nimi, z wyciągniętymi w stronę jej płaskich piersi dłońmi i wargami złożonymi w ciup. Aya poprawiła ramiączka biustonosza.
– Tyle ma ci wystarczyć… – powiedziała jakby z pretensją, po czym uzupełniła nieco łaskawiej – na początek. Żebyś mnie nie męczył jakimś Yoshitaką. Możesz uważać, że jesteś pierwszym chłopakiem, z którym się całowałam.
Wydawnictwo W.A.B.
Patronem medialnym „Pająka z Góry Katsuragi” jest Salon Kulturalny.

