„Koniec jest moim początkiem” – pośmiertna książka Terzaniego

Jak podaje poznański Zysk i S-ka, w księgarniach jest już książka włoskiego reportażysty Tiziano Terzaniego „Koniec jest moim początkiem”, w tłumaczeniu Iwony Banach.

 

Książka ukazała się już po śmierci autora, a do druku przygotował ją syn Terzaniego. „Koniec jest moim początkiem” jest podróżą niezmordowanego globtrotera, który starał się doprowadzić do końca swoje ostatnie dziennikarskie śledztwo. Chciał odnaleźć sens choroby, śmierci, cierpienia. Aby tego dokonać, trzeba było wielkiego dziennikarza. Jednego z największych na świecie.

Tiziano Terzani (1938-2004), włoski reportażysta, studiował w Europie i Stanach Zjednoczonych, przez wiele lat mieszkał w Azji, jako korespondent „Der Spiegla” donosząc o toczących się tam wojnach i rewolucjach. W roku 1975 jako jeden z nielicznych dziennikarzy europejskich był świadkiem zajęcia Sajgonu przez wojska północnowietnamskie. Przebywając w Chinach w 1984 roku, został aresztowany i wydalony za „działalność kontrrewolucyjną”. W roku 1997 jego praca reporterska została uhonorowana Premio Luigi Barzini. Terzani dotyka problemów istotnych zarówno dla kontynentu azjatyckiego, jak i całego współczesnego świata. „Powiedział mi wróżbita” – pierwsza książka Terzaniego przełożona na język polski, ukazała się w 2008 roku nakładem Zysk i S-ka.

Polskim czytelnikom włoski autor znany jest również ze zbioru reportaży „W Azji”, o którym pisaliśmy w Salonie Kulturalnym.

3 komentarzy

  • Elzbieta

    Polecam, piekna, filozoficzna zyciowa ksiazka. Cudowny kraj to Toskania gdzie reporter sie urodzil, a poznal caly swiat.

  • Sebastian Musielak

    Salon Kulturalny… Czy kultura choćby nie wymaga podania imienia i nazwiska tłumacza książki? Czy może Terzani dyktował tekst synowi po polsku? Bardzo niekulturalny zwyczaj pomijania milczeniem autora tłumaczenia – bo z jego dziełem, a nie  tekstem Terzaniego ma kontakt polski czytelnik. 

  • http://www.salonkulturalny.pl gk

    Słuszne uwagi, dziękujemy, już dodaliśmy nazwisko tłumaczki. W recenzjach staramy się podawać nazwiska tłumaczy, w informacjach i zapowiedziach książek czasami nam to umyka – przyznajemy się bez bicia. / Salon Kulturalny