„Gran Torino”, film DVD, recenzja
Brudny Harry na emeryturze – tak niektórzy krytycy pisali o filmie „Gran Torino” w reżyserii Clinta Eastwooda. To również pożegnanie symboliczne Eastwooda z aktorstwem, słynny aktor zapowiedział bowiem, że teraz zajmie się tylko reżyserią. Tym bardziej warto zobaczyć ten film – na płytach DVD ukaże się 16 września 2009.
„Gran Torino” przypomina cykl o Brudnym Harrym, ale także westerny, w których Eastwood kreował postaci ostatnich sprawiedliwych. Tutaj ostatnim i jedynym sprawiedliwym jest świeżo owdowiały Walt Kowalski, grany rzecz jasna przez samego Clinta. Kowalski to weteran wojny w Korei, dziś zgorzkniały i złośliwy starzec, na dodatek rasista, który chce, żeby wszyscy dali mu święty spokój, zwłaszcza jego dorosłe dzieci oraz młody irlandzki ksiądz, próbujący go nawrócić. Niestety dla Kowalskiego, do domu obok wprowadza się wietnamska rodzina. Główny bohater bardzo się stara, by zniechęcić do siebie nowych sąsiadów, ale pojawienie się lokalnego gangu sprawi, że zmieni swoje postępowanie.
„Gran Torino” wykorzystuje sprawdzony schemat: osobnik, który początkowo wydaje się zły i odrażający, okazuje się porządnym człowiekiem, który dla obrony słabszych uczyni więcej niż można by się po nim spodziewać. Ale choć dość łatwo można przewidzieć rozwój wydarzeń, film trzyma poziom i dobrze się go ogląda – znać w tym rękę mistrza. Świetne są dialogi, pikantne, lecz przy tym dowcipne i inteligentne. A całość – pierwsza klasa.


